https://www.youtube.com/watch?v=sOSBJbrvGis
Najświeższe, szybkie maleństwo. Kontynuacja gwiezdnej serii zainspirowana czarodziejką Fioną. :)
5 marca 2015
14 lutego 2015
How big, how blue, how beautiful.
Widok na wschód. Jest noc. Wpatruję się w pustkę, której zawieszone są odległe światy, których nigdy nie poznam, nigdy do końca nie zrozumiem, nigdy nie ogarnę wzrokiem. Wyciągam rękę i chociaż przysłania punkciki, to nie jestem w stanie zamknąć ich w dłoni. Próbuję je nazwać, by były bardziej oswojone. Próbuję z nimi rozmawiać. Liczę je i próbuję nanizać na linkę. Ciemność oblepia mi palce a gwiazdy się wyrywają, rozedrgane i migoczące w swoim błękitnym świecie. W końcu stają się przezroczyste a niebieskość obejmuje cały widnokrąg ścisłą zasłoną. Stajemy w świetle dnia, świadomi skaz, świadomi winy, pełni pęknięć i zadrapań. Słońce oślepia i stawia nas przed nowym dniem.
6 lutego 2015
Diabelsko, bo z nagła.
Na dworze jest ciemno, na dworze jest zimno, na dworze jest wilgotno z powodu zdesperowanych resztek śniegu, które ostatkami sił bronią się przed roztopieniem. Psie kupy i papierki po batonach niebawem znów ujrzą światło dzienne :)
Od paru miesięcy nie kupiłam folii, by móc malować wielkoformatowo, zatem ciągle trzymam się małych kartek papieru oraz komputera, który krztusi się od wszystkich podłączonych do niego urządzeń. Ostatnio zafascynowałam się przerabianiem zdjęć, przez co nieco ambitniejsze projekty poszły w kąt. A co robię jak wiadomo, gdy nie mam nic nowego i wartego pokazania? Wygrzebuję pokłosie lepszych i płodniejszych czasów.
Powyższe "coś" to szybki szkic sprzed dwóch miesięcy. Nie stoi za nim żadna wielka historia ani symbolika, więc nie będę jej na siłę dorabiała. ;) Troszkę żałuję, że uparłam się na czarne kontury, podczas, gdy w ramach przestawiania się na pracę bez-konturową mogłam zaszaleć, by powstał ciekawszy efekt.
Hmm, może następnym razem pokombinuję coś z fotografią i grafiką?... Albo chociaż dokończę zaczęte rzeczy ;)
23 stycznia 2015
Autorka się nie tłumaczy.
Och, to była długa przerwa.
Nie potrafię jej wyjaśnić- tak się po prostu stało. Miesiąc minął szybko, trzy tygodnie przemknęły niepostrzeżenie... Dlatego też po prostu ominę element tłumaczenia się (choć z trudem hamuję chęć, by pojęczeć, że przecież obiecywałam sobie większą aktywność na blogu) i przejdę do sedna.
W międzyczasie zajmowałam się kilkoma rzeczami i mimo, że działania te nie były tak intensywne jak w moich marzeniach, gdzie żadne dziwne skrawki myśli/wspomnień/nadziei/obaw/paranoi nie odrywają mnie od PRODUKTYWNOŚCI, to są one zawsze czymś, co mogę zapisać na jaśniejszej karcie swoich celów. (Przy okazji- dlaczego węgiel tak dobrze komponuje się w przelewaniem na papier paranoi? Każdy nastolatek w okresie dojrzewania powinien nosić przy sobie paczuszkę czarnych pałeczek... Albo w sumie wręcz nie. )
Do sedna! Dwie wersje jednego szkicu.
1.
Pierwszy z nich, jak się można domyślać, powstał w programie graficznym. Zależało mi na delikatności i niemal kryształowej jasności, odrzuciłam zatem wszelkie kombinacje z cieniami i tysiącami zawijasków czy kreseczek. Powstało zatem coś prostego a jednocześnie chyba wręcz odrealnionego.
2.
Drugi rysunek jest owocem namiętności wielu kredek akwarelowych, woda jednak nie zagościła w tej przygodzie. W tym przypadku chciałam, by struktura była widoczna, a nie tak spłaszczona jak w poprzedniej wersji :) Całość na koniec została leciutko potraktowana komputerem, co uwydatniło kolory, które skaner potrafi pożreć jak głodne dziewczątko słoik masła orzechowego.
Co myślicie o tym starciu? :) Która wersja bardziej przypada do gustu?
Nie potrafię jej wyjaśnić- tak się po prostu stało. Miesiąc minął szybko, trzy tygodnie przemknęły niepostrzeżenie... Dlatego też po prostu ominę element tłumaczenia się (choć z trudem hamuję chęć, by pojęczeć, że przecież obiecywałam sobie większą aktywność na blogu) i przejdę do sedna.
W międzyczasie zajmowałam się kilkoma rzeczami i mimo, że działania te nie były tak intensywne jak w moich marzeniach, gdzie żadne dziwne skrawki myśli/wspomnień/nadziei/obaw/paranoi nie odrywają mnie od PRODUKTYWNOŚCI, to są one zawsze czymś, co mogę zapisać na jaśniejszej karcie swoich celów. (Przy okazji- dlaczego węgiel tak dobrze komponuje się w przelewaniem na papier paranoi? Każdy nastolatek w okresie dojrzewania powinien nosić przy sobie paczuszkę czarnych pałeczek... Albo w sumie wręcz nie. )
Do sedna! Dwie wersje jednego szkicu.
1.
Pierwszy z nich, jak się można domyślać, powstał w programie graficznym. Zależało mi na delikatności i niemal kryształowej jasności, odrzuciłam zatem wszelkie kombinacje z cieniami i tysiącami zawijasków czy kreseczek. Powstało zatem coś prostego a jednocześnie chyba wręcz odrealnionego.
2.
Drugi rysunek jest owocem namiętności wielu kredek akwarelowych, woda jednak nie zagościła w tej przygodzie. W tym przypadku chciałam, by struktura była widoczna, a nie tak spłaszczona jak w poprzedniej wersji :) Całość na koniec została leciutko potraktowana komputerem, co uwydatniło kolory, które skaner potrafi pożreć jak głodne dziewczątko słoik masła orzechowego.
Co myślicie o tym starciu? :) Która wersja bardziej przypada do gustu?
31 grudnia 2014
Noworocznie.
A w sumie- starororocznie. Wciąż jesteśmy zanurzeni w 2014 roku. Nie czuję co prawda, że cokolwiek upływa, a w tym roku symboliczność tego przełomu niemal trzepie mnie po pysku i nie pozwala nawet na lekkie roztkliwienie i analizę minionych miesięcy... Mimo to, w skrytości ducha, która w tej właśnie chwili staje się nieskrytością, wyrażam nadzieję, że 2015 będzie miłą liczbą.
Korzystając z okazji narysowałam, dość tematycznie, pijaną szampanem wróżkę w kieliszku. Magia, której życzę pod rysunkiem, oznacza generalny zestaw rzeczy przyjemnych, uroczych i ujmujących a co za tym idzie, nie oznacza oddawania diabłu czy innemu piekielnemu czarodziejowi duszy. Spokojnie.
Kolory to brązy i zielenie, z domieszką różu (notatka dla niewidomych...) Przeczytałam bowiem na tej mądrej stronie o Feng Shui, że wszelkie odcienie brązów i zieleni przyniosą w 2015 r. ubierającej je osobie pomyślność i szczęście- ewentualnie można zdecydować się także na niebieskości oraz czerń. Przyszły rok to rok "Drewnianej owcy" i najwyraźniej ta mistyczna istota lubi barwy ziemi. ;)
Dla zainteresowanych: jeśli przejęliście się tymi informacjami, pamiętajcie także, że ubieranie szarości, bieli i czerwieni jest zakazane... Teraz już wiecie jak się ubierać, zatem mknijcie do szaf palić niepasujące do tej wizji ubrania! ;)
Miłego Sylwestra i udanego Nowego Roku! :)
Korzystając z okazji narysowałam, dość tematycznie, pijaną szampanem wróżkę w kieliszku. Magia, której życzę pod rysunkiem, oznacza generalny zestaw rzeczy przyjemnych, uroczych i ujmujących a co za tym idzie, nie oznacza oddawania diabłu czy innemu piekielnemu czarodziejowi duszy. Spokojnie.
Kolory to brązy i zielenie, z domieszką różu (notatka dla niewidomych...) Przeczytałam bowiem na tej mądrej stronie o Feng Shui, że wszelkie odcienie brązów i zieleni przyniosą w 2015 r. ubierającej je osobie pomyślność i szczęście- ewentualnie można zdecydować się także na niebieskości oraz czerń. Przyszły rok to rok "Drewnianej owcy" i najwyraźniej ta mistyczna istota lubi barwy ziemi. ;)
Dla zainteresowanych: jeśli przejęliście się tymi informacjami, pamiętajcie także, że ubieranie szarości, bieli i czerwieni jest zakazane... Teraz już wiecie jak się ubierać, zatem mknijcie do szaf palić niepasujące do tej wizji ubrania! ;)
Miłego Sylwestra i udanego Nowego Roku! :)
22 grudnia 2014
Świątecznie.
Komu by się chciało wiele pisać (nie mnie), komu by się chciało wiele czytać (nie wam)...
Mam malutką niespodziankę związaną ze świętami. Lisek Mikołaj pozdrawia! ;)
Mam malutką niespodziankę związaną ze świętami. Lisek Mikołaj pozdrawia! ;)
Okazało się, że to zadanie, które początkowo wydawało mi się niezwykle trudne a wręcz niewykonalne, jest całkiem przyjemne- choć z pewnością żmudne. Pewnie następnym razem poświęcę więcej czasu płatkom śniegu... Jeśli oczywiście zechce mi się pozostać przy tematyce zimowej :)
18 grudnia 2014
Dwa lata później.
Zima, śnieg iskrzący bezpiecznie za oknem. Przy odrobinie szczęścia zasypuje wszystko, blokuje tory tramwajowe i zamienia jezdnie i chodniki w ślizgawki a wtedy nie trzeba wychodzić z mieszkania. W domu jest ciepło, można otulić się kocem i zastawić poduszkami przed wszystkim co niemiłe i druzgocące. Zawsze przyda się też czekolada i mleko. Tęskni mi się za śniegiem, zbyt często ostatnio wstawałam o nieprzyzwoitych godzinach.
Drodzy państwo, temat już znacie. Teraz kontekst- dzisiaj mała zabawa w powtarzanie.
Przeglądając folder ze skanami zawiesiłam oko na jednym z rysunków, parze siedzącej przy kominku, który powstał z tego co pamiętam, 2 lata temu. Efekt szaleństwa z akrylami, który jest: TUTAJ . Potrzebowałam niezbyt wymagającego tematu, który pozwoli mi ośmielić się do bardziej zdecydowanego użycia kredek- narysowałam zatem jego nową, trochę odświeżoną wersję.
Drodzy państwo, temat już znacie. Teraz kontekst- dzisiaj mała zabawa w powtarzanie.
Przeglądając folder ze skanami zawiesiłam oko na jednym z rysunków, parze siedzącej przy kominku, który powstał z tego co pamiętam, 2 lata temu. Efekt szaleństwa z akrylami, który jest: TUTAJ . Potrzebowałam niezbyt wymagającego tematu, który pozwoli mi ośmielić się do bardziej zdecydowanego użycia kredek- narysowałam zatem jego nową, trochę odświeżoną wersję.
W trakcie nieco żałowałam, że nie zdecydowałam się na inny papier- chyba przyda się w końcu zainwestować w kilka arkuszy specjalnego, do akwareli. Przyjemnie jest czasami chlusnąć wodą i porozmazywać niektóre elementy. :)
11 grudnia 2014
Powrót do słodyczy.
Dzień wita mnie ciemnością i ciemnością żegna; słoneczne chwile muskam przez chwilę i z żalem, bo wiem, że już niedługo znów przyjdzie je pożegnać i znów zapalą się latarnie. Wczoraj przez moment prószył śnieg i pomyślałam o ulicach, które stają przed szansą roziskrzenia się jasnością, jednak ta wizja szybko rozpłynęła się w mżawce. Chwilowo wypruta z wyobraźni i ambicji artystycznych, zaczęłam zatem przeglądać folder z ostatnimi pracami, by w końcu coś wrzucić na porzuconego bloga.
Babeczki. Ponieważ jedzenie było, jest oraz będzie bardzo ważne.
Nie zapanowałam nad formatem i oryginał jest tak duży, że spokojnie dałoby radę wydrukować z niego mały plakat. Zaszalałam także pod względem wyboru tła- rysunek jest graficzny, lecz użyłam "papieru czerpanego", by całość wyglądała ciekawie.
Cóż więcej. Na rysunku są po prostu babeczki, trudno byłoby doszukiwać się w nich jakiegoś głębszego znaczenia, nie będącego przykładowo wydumaną metaforą na temat relacji ludzi w kontekście postrzegania przez nich aspektów związanych z zewnętrznością i osobowością (no właśnie, wydumaną). Jedyne, co krążyło mi po głowie podczas ich tworzenia, to motyw babeczki wakacyjnej oraz babeczki świątecznej. Ale to zapewne widać na pierwszy rzut oka. :)
Kolejną większą pracą będzie coś zainspirowane dawnym rysunkiem. Ot tak- dla sprawdzenia postępów metod tradycyjnych.
Babeczki. Ponieważ jedzenie było, jest oraz będzie bardzo ważne.
Nie zapanowałam nad formatem i oryginał jest tak duży, że spokojnie dałoby radę wydrukować z niego mały plakat. Zaszalałam także pod względem wyboru tła- rysunek jest graficzny, lecz użyłam "papieru czerpanego", by całość wyglądała ciekawie.
Cóż więcej. Na rysunku są po prostu babeczki, trudno byłoby doszukiwać się w nich jakiegoś głębszego znaczenia, nie będącego przykładowo wydumaną metaforą na temat relacji ludzi w kontekście postrzegania przez nich aspektów związanych z zewnętrznością i osobowością (no właśnie, wydumaną). Jedyne, co krążyło mi po głowie podczas ich tworzenia, to motyw babeczki wakacyjnej oraz babeczki świątecznej. Ale to zapewne widać na pierwszy rzut oka. :)
Kolejną większą pracą będzie coś zainspirowane dawnym rysunkiem. Ot tak- dla sprawdzenia postępów metod tradycyjnych.
27 listopada 2014
Idziemy do lasu.
Gdy czasu brak, pora na starocie :) Kilka miesięcy temu ostro zabrałam się za ćwiczenia i tutoriale, których pełno w Internecie. Z rozrzewnieniem wspominam te tygodnie, ponieważ obecnie obserwuję u siebie spadek energii i motywacji artystycznej... (Spróbuję to zbić projektem, który zaczęłam kilka dni temu, może więc w końcu uda mi się dokończyć coś większego. )
Jednym z owoców tamtego płodnego okresu był lisek chytrusek. Powstał dzięki dokładnym wskazówkom i jest niemal dokładnym klonem rudego stworzonka, którym się inspirowałam. Z jednej strony to dobrze- kopiowanie pomaga zrozumieć niektóre funkcje programu i wypracować kolejność działań. Z drugiej strony jednak miło stworzyć coś zupełnie własnego, prawda?
Dlatego, zachęcona sympatyczną przygodą z liskiem, postanowiłam stworzyć coś jeszcze- padło na królika.
Kompozycja w porównaniu z leśnym rudaskiem wypada słabiej, lecz widzę to dopiero teraz, po dłuższym czasie. Mogłam "ciaśniej zamknąć" tego eleganta w kręgu kwiatów, całość wyglądałaby spójnie. Tak czy owak, jestem jednak zadowolona z tej własnej inicjatywy, doboru kolorów oraz filuterności zwierzaka...
Co więcej, mam ochotę zająć się czymś jeszcze, na przykład kotem albo rudzikiem :)
Jednym z owoców tamtego płodnego okresu był lisek chytrusek. Powstał dzięki dokładnym wskazówkom i jest niemal dokładnym klonem rudego stworzonka, którym się inspirowałam. Z jednej strony to dobrze- kopiowanie pomaga zrozumieć niektóre funkcje programu i wypracować kolejność działań. Z drugiej strony jednak miło stworzyć coś zupełnie własnego, prawda?
Dlatego, zachęcona sympatyczną przygodą z liskiem, postanowiłam stworzyć coś jeszcze- padło na królika.
Kompozycja w porównaniu z leśnym rudaskiem wypada słabiej, lecz widzę to dopiero teraz, po dłuższym czasie. Mogłam "ciaśniej zamknąć" tego eleganta w kręgu kwiatów, całość wyglądałaby spójnie. Tak czy owak, jestem jednak zadowolona z tej własnej inicjatywy, doboru kolorów oraz filuterności zwierzaka...
Co więcej, mam ochotę zająć się czymś jeszcze, na przykład kotem albo rudzikiem :)
11 listopada 2014
Jasno, szybko, krótko.
Psucia oczu ciąg dalszy, czyli komputerowe zadanie sprzed tygodnia. Powoli uczę się ograniczać warstwy, dzięki czemu coraz bardziej panuję nad tym co robię. Patrząc na rysunek z dystansu czasu stwierdzam, że powalczyłabym jeszcze z włosami i z kolorystyką; jednak jak na jednowieczorówkę jestem dosyć zadowolona. :) Oczywiście zadowolenia nigdy zbyt wiele...
Zainspirowane jednym ze zdjęć Lisy Mitchell, australijskiej piosenkarki nie znanej z żadnego głośnego hitu, jednak cieszącej się osobną szufladką w mojej szafce muzycznych przyjemnostek.
https://www.youtube.com/watch?v=S_2XF1y5KlM
Zainspirowane jednym ze zdjęć Lisy Mitchell, australijskiej piosenkarki nie znanej z żadnego głośnego hitu, jednak cieszącej się osobną szufladką w mojej szafce muzycznych przyjemnostek.
https://www.youtube.com/watch?v=S_2XF1y5KlM
Subskrybuj:
Posty (Atom)











