19 listopada 2016

Cudzoziemcy

Wysuwam się z bańki bezpieczeństwa i rysuję męskie rysy. Ku mojej uldze, mimo, że ostatnio tworzyłam dziesiątki, ba, setki dziewczęcych buź i licek, nie wyszły one bardzo tragicznie. Czasami warto wyjść ze strefy komfortu.

Pan jest kompletnie obcy, zarówno wśród zielonych listków wiosennych, wśród małych nieskalanych myślą żuczków... jak i obcy w miejskiej zawierusze, świetle jej zimnych neonów i nieustannym szmerze, płynącemu jak krew w obwodzie ulic.



Niektórzy są cudzoziemcami, nieistotne, gdzie postawią stopę. Niektórzy dom znajdują po długiej wędrówce, niektórzy dom znajdują pod własną skórą, z biciu własnego serca, w iskrzeniu własnych myśli. Niektórzy znajdują ojczyznę w krainie stworzonej z plątaniny własnych wspomnień, przeżyć, doświadczeń.



Akwarele na bardzo miłym papierze płóciennym.


14 listopada 2016

Przezroczystości.

Akwarele, kredki akwarelowe.

A ponadto: tracę zaufanie. Przechodzę fazę pastelowych barw na papierze. Ponownie kocham zimno i niebieskie powietrze, kieruję myśli ku pączkowi kwiatu, obozuję na czerni i w czerni.
Obserwuję przenikanie i zanikanie.




24 października 2016

Senność w kosmosie

Wokół  ostatnio tyle ciemności, szarości i wilgoci, wszystko pokryte odrętwieniem i warstwą kurzu... Dlatego dla równowagi wizja pastelowego snu pośród gwiazd i komet. 

Orbitowanie z zamkniętymi oczyma, pozwolenie, by cząsteczki wszechświata zabrały nas gdzie kosmiczny wiatr poniesie- czy to dobry pomysł?


Akrylowe farby wróciły do łask- choć tak naprawdę nigdy ma sympatia ich nie opuściła zupełnie.

16 października 2016

Krew na zimno.

Dzisiaj efekty wyzwania: "Character Design Challenge!"
Temat: wampiry.

I cóż więcej- podjęcie wyzwania było dobrą decyzją, biorąc pod uwagę ostatnią, lekką blokadę twórczą. Czasami wygodnie jest po prostu skupić się na gotowym temacie- pozostaje wtedy tylko wykonanie (no i stworzenie czegoś, jak bardziej szczegółowa wizja postaci).

Tak powstała wampirzyca celebrująca Nowy Rok. Być może to jej pierwszy Nowy Rok jako krwiożerczej bestii?... Jako istota nadprzyrodzona w końcu nie odczuwa zimna, może stąd jej radość, spokój i poczucie spełnienia? Kto wie jakie były jej losy jako człowieka, gdzie się błąkała i jak spędzała lodowate noce. Czasami jedna chwila może diametralnie zmienić życie, na gorsze, albo na lepsze...Jak jest w jej przypadku? Albo: czy warto o tym w ogóle myśleć?...



Wykonanie: zeskanowany szkic ołówkiem a później tzw. digital. Oczekiwałam czegoś ciut innego- w głowie siedział inny efekt końcowy, ale mimo wszystko cenię to, że mam nieco więcej cierpliwości do warstw, więcej niż nawet rok temu.

W tym momencie wpadł mi do głowy pomysł- może da radę zrobić z tego ruchomy obrazek?...

29 września 2016

Powroty i kasztany.

"One thing's for certain, oh
A year like this passes so strangely
Somewhere between sorrow and bliss"

Znów widziałam czerwień liści, znów goniły mnie porozrywane chmury, znów wdychałam to specyficzne, ulotne zimno. I znów tyle kasztanów leży na chodnikach. I przypomniały mi się słowa o tym, jak jesień pięknie przypomina o tym, że czasami warto sobie odpuścić i po prostu pozwolić niektórym rzeczom, które już nie są ważne, odejść.

Pod warstwą liści, patyków i skrzydełek martwych owadów kryje się świat, który już za kilka miesięcy ponownie wybuchnie z nową siłą. Tymczasem poczekajmy. Idąc szeleśćmy, puszczajmy kłęby pary z ust, rozcierajmy ścierpnięte dłonie, pijmy gorące herbaty, wybierajmy rano swój ulubiony sweter. Patrzmy w zimne, śliczne, błękitne niebo. Czekanie wcale nie jest gorsze. Czekanie jest kreacją.

Długopis, czwartkowy wieczór i szemrzące okno, a później trochę zabawy, której mi ostatnio brakowało :)




18 września 2016

Krew w raju.

Nie wiem, kim jest. Wynurzyła się z kolorów i męczącego snu o pociągu, który nie może dotrzeć na swój docelowy tor. 

W każdym razie, jest gorąco, jest głośno od nieustannego szmeru owadzich skrzydełek, w powietrzu czuć słodkawy i metaliczny zapach krwi. Czuć ciemność.




19 sierpnia 2016

Między światłami.

Zanurzona w specyficznych okolicznościach, zainspirowana stałą miłością do XIX wieku, niedawno odkrytym i obejrzanym serialem "Over the garden wall" oraz egzaltowaną ale słodką muzyką pewnego zespołu, zdecydowałam się popełnić rozwinięcie szkicu, który długo spoczywał bez celu i czekał na lepsze czasy.

Bezsenne noce bywają czasami owocne, kiedy tylko człowiek podejmie decyzję, że przestaje leżeć i udawać, że ma szansę na zatonięcie w ramionach Morfeusza. Szansy nie ma, pozostaje szansa na to, że da się jakoś spożytkować te ciche i gęste godziny.


Tym razem całkowicie w komputerze zadziane. Miliony warstw. Miliony. I miliony podejść, każdego dnia zauważałam co innego i co innego polepszałam/poprawiałam. Pewnie jutro zauważę coś nowego, jednak nie chcę czekać kolejnych tygodni. Do przodu! 

10 sierpnia 2016

Dla Elizy.

Ilustracja do przepięknej baśni duńskiego twórcy, Hansa Christiana Andersena. O Elizie i Jedenastu Łabędziach. Jeśli dobrze kojarzę, oryginalnie baśń dotyczyła jedenastu kruków, ale nie jest to chyba szczególnie istotne; symbolika miała dotyczyć pewnie po prostu silnych i dobitnych ptaków.

Uwielbiam tę baśń ze względu na postać głównej bohaterki, która milcząc i szyjąc koszule dla zaklętych braci pozostaje wierną sobie i własnym postanowieniom bez względu na opinię świata. Pływa w rzeczywistości, tak jak wszyscy inni, jednak co jakiś czas zanurza się i widzi to, co znajduje się głębiej, pod powierzchnią. Czuje, że warto czasami poczekać, pocierpieć, posiedzieć w milczeniu; zwyczajnie iść pod prąd. Warto, bo w końcu osiąga się coś cennego: dla siebie, dla bliskich, dla otoczenia... Podczas, gdy inni gadają i patrzą spode na jej czarnoksięstwo, planując spalić ją na stosie za szczerość i ufność w swoje siły.



Eliza. W użyciu akwarele, bez użycia bieli- manewrowałam jedynie ilością wody. Oraz na sam koniec odrobina kredek (akwarelowych, notabene). Nie zdecydowałam się na ingerencję żadnego programu.

30 lipca 2016

Tylko tchórze boją się deszczu.

Szkic, z którym być może jeszcze coś będę robiła, jednak jego obecna forma odpowiada mi na tyle, że postanawiam ją utrwalić. 

Ostatnio ciągle pada. 


19 lipca 2016

Woda i niebo w mariażu złączone.

Akwarela na jyskowym płócienku. Uwielbiam to, jak farba wnika w jego strukturę.

Uwielbiam też nadmorskie kolory, zielenie butelkowe, turkusy, szmaragdy, zgnilizny, przejrzystości, lazury i granaty, szarości i jaskrawości; uduchowienie powietrza i materię wody.