4 września 2014

Powrót do wody

Bla bla bla, bla bla bla. Nie mam nic do powiedzenia, poza tym co widać. Chwyciłam ostatecznie za kredki akwarelowe, jednak nie zdołałam przekonać się do chluśnięcia na papier wodą. Chyba format większy niż A5 bardziej by mnie do tego zmotywował...


Uwaga: postęp! Zaczęłam ostrzyć kredki! Następnym razem powinno więc być jeszcze bardziej wyraziście ;)

31 sierpnia 2014

Grzebanie w lipcu.

Zanim powrócę do rzeczywistości, w której przebywa skaner i nowsze efekty użytkowania kredek- coś ciut starszego, bo z zeszłego miesiąca. Rysunek powstał na hasło "Let's draw 90s dress!" (adres grupy, która jest poświęcona sukienkowym wyzwaniom podam prawdopodobnie na fanpage'u :) ). Zainspirowałam się wczesnym stylem Gwen Stefani, Niny Persson z The Cardigans oraz tym, co zapamiętałam z lat szczenięcych (wczesnych lat 90-tych), czyli ślimaczkami z włosów, drobną kwiecistością wzorów i wyrazistymi kolorami, które gryzły się niekiedy aż do krwi (lecz nikt nie zwracał na to większej uwagi).
Zaczęłam od szkicu ołówkiem, przyznam, że dość szybkiego i nie silącego się na staranność:


Realia mało polskie- wyszło raczej dość międzynarodowo. Założę się, że w słuchawkach brzmi Nirvana...lub główny motyw z Beverly Hills (pozory mylą!) :p

 I kolorowanie:


Kolory same o sobie zadecydowały. Nawet nie pamiętam myślenia o nich w trakcie tworzenia. Ale tak naprawdę na rysunku mało się dzieje, dlatego Mózg nie musiał analizować tego, czy barwy sąsiadujące będą się z sobą godziły, czy ogólna kolorystyczna kompozycja jest spójna oraz czy nic się z sobą nie zlewa w lepką mozaikę. Przykre było odkrycie, że za późno zabrałam się za tło- stąd ta szalona kombinacja z białymi plamami (swoją drogą być może po prostu jeszcze nie odkryłam, jak to zrobić bez niszczenia postaci na wierzchniej warstwie ;) ). No i troszkę męczący był ten drobny wzorek na sukience... Ech, ech... Ale w końcu opracowałam motyw odpowiedniej wielkości, który wystarczyło powielić... Robienie tego ręcznie byłoby frustrujące. :) Chociaż takie dziobanie przynosi też dużo satysfakcji i dziwnego, wewnętrznego spokoju-ale o tym następnym razem!

23 sierpnia 2014

Niedługo zima

Hasła tygodnia:
1. Prokrastynacja
2. NIEDŁUGO PONIEDZIAŁEK
3. Fajnie, że nie jest gorąco
4. Szkoda, że nie jest gorąco (lato się kończy)

Zauważyłam, że moje wpisy na blogu robią się coraz mniej metaforyczne oraz przemyśleniowe i zdążają w kierunku twardej analizy wykonanego przeze mnie wytworu artystycznego, niekiedy opatrzonej paroma zdaniami na temat tego, co zamierzam zrobić w przyszłości (a o czym zazwyczaj zapominam po 2 dniach). Czy to źle? Czy to dobrze? Kiedyś chciałam być (uwaga, język symboliczny) małą wróżką chowającą się w kielichach kwiatów i bawiącą się samotnie w świetle Księżyca a dziś coraz częściej myślę jak cudaczna hybryda introwertycznego elfa i złośliwego smoka, niefrasobliwie podpalająca samą siebie i różne przedmioty a następnie próbująca to ugasić. Czasami trudno stwierdzić, czy wszystkie zmiany dążą w dobrym kierunku, ale chyba wszystko ma jakiś cel? Odeszłam trochę od dawnego stylu w rysunkach, co czasami budzi mą refleksję, jednak pociesza mnie to, że po próbach wyewoluowania w lepszym kierunku, zawsze mogę do niego powrócić.

Cóż, co było to nie wróci. Dlatego dziś coś nowego, ale nareszcie nie związanego z grafiką. To PRAWDZIWY rysunek: akwarele, tusze, papier i w ogóle. Pełen wypas. :p



I, tak, jest związany z jedzeniem. Nie wiem co to za owoce, ale nawet jeśli okaże się, że są trujące, są czymś, co można zjeść. Arszenik chyba też jest jedzeniem?

17 sierpnia 2014

Fast food

Co prawda niedziela nieuchronnie zbliża się do swego końca, jednak może zdążę poczęstować kogoś burgerem. :) Skoro dziś jedzenie fast foodowe, to i notatka będzie bardzo szybka (przez tych kilka dni nie nazbierałam zbyt wielu cennych refleksji- bo do nich nie wlicza się to jak bardzo kocham format png oraz jak bardzo cieszę się ze zdobycia kilku wspaniałych książek kucharskich):


Taka oto grafika. Wszystko jest tu bardzo proste, oczywiste i czyste a przynajmniej takie było moje zamierzenie. Krążki cebuli wetknęłam z pewną niechęcią (zwykle oddaję ją Pewnej Znaczącej Osobie), jednak mimo wszystko PODOBNO są na tym świecie jej miłośnicy... :p. Sos: oczywiście miodowo-musztardowy. Sól i pieprz w ilości: odpowiedniej. I dużo bułkowego sezamu...Do oskubywania, rzecz jasna. ;)

14 sierpnia 2014

Niebieskości sierpniowe

Przez lato można oszaleć- otwiera wiele możliwości, ale jednocześnie rozleniwia i topi w słodkim likierze gorąca. Lipiec i sierpień związały mnie z laptopem. Ołówki i kredki (nawet te najnowsze...) muszą czuć się porzucone i czasami jest mi nieprzyjemnie z tego powodu- na swoje nieszczęście mam tendencję do nadawania przedmiotom ludzkich uczuć i jako dziecku zdarzało mi się płakać nad złamaną kredą. Pocieszam się tym, że gdy nasycę się programami i nauczę ich niezbędnych podstaw, będę mogła zwinniej poruszać się w metodach tradycyjnych i upiększać je komputerowo. Zresztą, kredkami posługiwałam się całe życie- czymże jest przy tym kilka miesięcy psucia oczu?

Błękitna Lipcowa Pani nieporuszona moim patetycznym wstępem pręży się wyczekując oceny jej wdzięków. Skubana- kwiatek we włosach to jej jedyna troska. W jej wektorowej duszy nie trzaska z pewnością ogień, trawiący żarłocznie wszystko co napotka na drodze, lecz przeciwnie- słyszę tam szum delikatnego wodospadu.


Zazdroszczę jej trochę...Hm, jednak sama nie wytrzymałabym długo w tej pozie. Cóż, każdy jest stworzony do czegoś innego. :)


10 sierpnia 2014

Niedziela? Rosołek!

Miałam z tą ilustracją kłopoty, które podwójnie przedłużyły czas przy niej spędzony. Nie, to nie kurczaczek był problematyczny, ani nawet rozmieszczenie obiektów... Po prostu czasami każdy zapomina zapisać zmiany, prawda? I każdemu na pewno kiedyś zamknął się program, w którym pracuje- ot, tak- akurat przy dopieszczaniu końcowych szczegółów :P Mimo tego horroru i minuty spędzonej w milczeniu, żeby nie wywołać własnej implozji, nie poddałam się... pewnie dlatego, że chodziło o jedzenie. Dla niego zawsze warto się poświęcić! ;)


Oryginalnie garnek nie miał się uśmiechać, wszystko miało być porządne i poważne, jednak czegoś tu brakowało. Być może tą minką chciałam podświadomie wyrazić radość z tego, że to już koniec (i że teraz zapisałam zmiany :p). Ponadto, może to głupie, ale jestem nadzwyczaj zadowolona z pora. To przebiegłe warzywo zajęło trochę czasu, bo określenie gdzie ma zaokrąglenia a gdzie "skrzydełka", gdzie jest białe a gdzie już zielone i w jakim stopniu, było naprawdę intensywnym doświadczeniem. Trochę pomógł mi wszechmocny Internet ;)

Kolejnym rysunkiem związanym z jedzeniem podzielę się w przyszłym tygodniu, prawdopodobnie w niedzielę :) 

6 sierpnia 2014

Krótko i morsko

Według wcześniejszych założeń dziś miało być trochę jedzonka (graficznego), które powstało w ubiegłych tygodniach. Jednak wczoraj zainspirowałam się czymś trochę innym, a mianowicie morzem :). Oto kąpiel w błękitach, szafirach i chłodnych zieleniach, okraszona odrobiną fantazji:

Myślę, że jeszcze pokombinuję z kolorystyką, ale to już raczej dla swojego użytku. Róże i fiolety brzmią kusząco, ale i ryzykownie... :p Zupełnie jak łyk ślicznego, błyszczącego napoju z terpentyny i brokatu.

A następnym razem- rosołek!

26 lipca 2014

Lata 50-te.

Ostatnio z wielką radością zauważyłam na sławetnym portalu społecznościowym powstanie grupy, której celem jest cotygodniowe wyznaczanie sobie zadań związanych z projektowaniem i rysowaniem sukienek z określonej epoki lub specyficznym motywem. Nie mogłam zrezygnować z takiej okazji, tym bardziej, że jej członkami są osoby, których prace zapierają mi dech w piersiach i stanowią dla mnie ogromną inspirację (no, może nie aż tak ogromną, gdyby tak było, byłabym teraz o wiele dalej ;) ). Dosyć gadania, prezentuję pierwszy motyw: lata 50-te.


Ostatnimi czasu moją ulubioną techniką jest szkicowanie metodą tradycyjną a następnie bawienie się komputerem. Nie, bynajmniej jednak nie odstawiłam kredek- myślę, że mojego ostatniego potwora pokażę światu jeszcze w sierpniu ;). Jednak wracając do mojej pin-upki- bardzo przyjemne było oglądanie póz specyficznych dla tamtych lat i wybieranie czegoś, co będzie wyglądało satysfakcjonująco na rysunku. W trakcie troszeczkę i tylko przez chwilkę, ale żałowałam, że zdecydowałam się taboret... Sukienka prezentowałaby się ładniej, gdyby była pokazana w całości... Jednak, mimo wszystko, jestem zadowolona z układu nóg, które w innym przypadku nie ujrzałyby światła dziennego w takim stopniu ;)

22 lipca 2014

Lipiec i zmiany

Dzisiaj się nad sobą poznęcam. I trochę pozmieniam- przynajmniej w blogu.

No to zaczynamy: ostatnio postanowiłam zabrać się po roku do tego samego motywu (w celu sprawdzenia, czy jest jakiś sens, żebym robiła to, co robię i czemu poświęcam tyle jakże cennego czasu.) Odpowiedzi na pytanie nie udzielę, bo rzadko jestem zadowolona z tego co rysuję- przynajmniej po pierwszych euforycznych 10 minutach po ukończeniu- ale z pewnością mogłam stwierdzić, że jest mi wstyd za to, co było kiedyś. Tak, niestety: kiedyś byłam z tego nawet zadowolona...


Czemu? Hmmm. Prawdopodobnie byłam pod ogromnym wrażeniem możliwości nawalenia niezliczonej ilości kresek i linii. Zapewne uznałam to za profesjonalne, nadające całości blasku i szlachetności. NIE WIEM, chyba nie ma innego logicznego wyjaśnienia. ;)

Dla niezorientowanych, osoba z rysunku to Jane Eyre, bohaterka "Dziwnych losów Jane Eyre" autorstwa Charlotte Bronte. Mogłabym się pozachwycać nad książką, ale że zapewne nie wszyscy z ogromnego grona tu zaglądających są miłośnikami wrzosowisk, obłąkanych kobiet zamkniętych w wieży, guwernantek i pełnych pasji i namiętności czarnookich mężczyzn (?). Dlatego przechodzę do mojej próby rehabilitacji za powyższe "cudo":


To szkic, który wykonałam tradycyjną metodą, używając tradycyjnych ołówków, tradycyjnej gumki oraz tradycyjnej temperówki. So much fun. Naprawdę.

A poniżej efekt dłubanki przy warstwach kolorów, przejrzystych, półprzejrzystych, kryjących, rozświetlających, przyciemniających i licho wie jeszcze jakich:


Oczywiście musiałam wybrać jakże gustowne tło i cytacik- wyczuwam, że za rok, jeśli znów powrócę do Jane Eyre, to właśnie one pójdę pod nóż i będą ofiarami znęcania. Ale poza tym, uważam, że zrobiłam postęp jeśli chodzi o posługiwanie się komputerem w rysunku. Podsumowują, z jednej strony przykre jest to, jak bardzo człowiek może być zażenowany swoimi dziełami... Ale z drugiej miło jest pomyśleć sobie, że z każdym tygodniem wiem i umiem chociaż ciut więcej, nawet jeśli to drobiazgi, których tak naprawdę nie widać :). 

Dobrze, to teraz kolejna część. Pomyślałam sobie, że będę częściej wrzucała rzeczy zarówno na bloga jak i na ubogie konto na facebooku. Z jednej strony chyba będzie to ciekawsze dla ewentualnych obserwatorów (przy okazji: dzięki, że to czytasz- a mogłeś w tym czasie robić tyle pasjonujących rzeczy, np. iść kupić czekoladę albo przeglądać fejsa) a z drugiej, jeśli narzucę sobie tempo, będę rysowała częściej i więcej... To nie może wyjść na złe. :) Dlatego prawdopodobnie będę zaglądała tu dwa razy w tygodniu (wersja wstępna)- by wstawiać jakiś rysunek tradycyjny oraz grafiki.
Kończąc morałem: takie są moje plany, lecz jeszcze czekam na akceptację losu. ;)



10 lipca 2014

Ja i Mondeluzy.

Niebiosa gorzko łkają, jednak nie wiem, czy przyczyną tego jest zakończenie przeze mnie edukacji wyższej czy to, że po dłuższym czasie zasiadłam do bloga. Tak czy owak, nie pozwolę się zniechęcić przez żadne meteorologiczne znaki i w końcu uraczę kilka osób tu zaglądających informacją o nowych kredkach, które zdążyłam przetestować w ciągu ostatniego miesiąca.

Zdecydowałam się na kultowe już kredki akwarelowe Mondeluz koh-i-noor - byłam nieco zdziwiona ich twardością, jednak biorąc pod uwagę to, jak bardzo nie przepadam za temperówkami i nożykami (to przecież utrata kredki :p ), jest to bardziej zaleta niż wada. Zachwyciła mnie duża paleta barw i odcieni, szczególnie zieleni i czerwieni, których zazwyczaj mi brak. Same kredki są bardzo lekkie i tym samym wygodne w użyciu.
Na razie większość prac wykonywałam "na sucho", chcę bardziej wyczuć kredałki przed zabraniem się za coś poważniejszego z użyciem wody, która potrafi być wredna na papierze. 


Na taką perspektywę miałam ochotę od dłuższego czasu. Cieniowanie było prawdziwą przyjemnością, nie wspominając już o samym, pozornie banalnym, wyborze kolorów. Z perspektywy czasu żałuję jednak trochę, nie nie rozplanowałam lepiej kompozycji i pozycji postaci...Nie spodziewałam się, że tak przywiąże się do tego ćwiczenia i w rezultacie nie przyłożyłam się do szkicu tak jak by wypadało. Test narzędzi wypadł jednak pomyślnie, co daje mi nowe pomysły na przyszłość- może kiedyś powtórzę ten motyw :)