10 kwietnia 2016

Poczekajmy.

Czekanie na impuls, czekanie na sygnał, czekanie na znak. Cierpliwość jest niewątpliwie cnotą, wiele mądrych osób tak twierdzi a jeśli nie na mądrych osobach można polegać, to na kim?

A zatem, gdy nadszedł czas, Królowa wypiła kilka łyków ze źródła roztropności, skierowała swoje kroki na wzgórze, by w milczeniu obserwować, co się wydarzy. Jest gotowa czekać zarówno dzień, jak i 2 tygodnie, a może i nawet milion lat. Tak była uczona i ufa tej wiedzy -wystarczy usiąść i czekać w bezruchu, stać się własnym pomnikiem... Ale być może, gdy magia roztropności przestanie działać, obudzi się w niej magia intuicji, która ma zgoła inną wiadomość do przekazania. Być może. Prawdopodobnie. 

Ale póki co, poczekajmy. 


Akwarele. I woda. I tusz z pisaków, różnych, przeróżnych. 

5 kwietnia 2016

Sennik miejsc i zdarzeń.

Kilka prawd wybranych z sennika:

-wszystko jest harmonią. 
-wszystko ma jakiś początek. 
-nawet w chaosie jest oś symetrii. 
-prawdziwego spokoju nigdy nie znajdziesz na zewnątrz. 
-warto oddychać.

Trudno jest pisać o prawdach. Tak jak trudno jest chodzić po czymś, co bardziej przypomina wodę a nie ciało stałe. Czasami szuka się więc zastępstwa słów- w tym przypadku ja rysuję. 

Obrazek, do którego wybrałam się, by poszukać krainy spokoju. Droga była zielona, to na pewno.


Ołówek, akwarele. Powoli mam dość zamkniętych oczu :)



1 kwietnia 2016

Północnica.

"Północnica – żeński demon u Słowian, rodzaj rusałki znany na dawnych kresach Polski. Jest to istota cechująca się złośliwością i psotliwością. Z nazwy można domniemywać, że działa w środku nocy."

Jest coraz jaśniej i jaśniej, zatem pozbywam się zaległych rysunków o tematyce nocno- 
demonicznej. Z tym odchodziły różne kombinacje, ołówek, kredki, potem komputer, potem 
kolejna "warstwa" komputera. Niestety element, z którego jestem najmniej zadowolona
to pokłosie pierwszych ruchów ołówka, co powoduje małą szansę na poprawę.
(Nie przyznam się, o co chodzi, oczywiście.)

Przechodząc do przyjemności... Drzewa to wspaniały obiekt do malowania, rysowania, 
tworzenia. Taki wdzięczny. Podobnie jest ze światłem. Nawet jeśli czasami się je zarzyna. 
Ale w końcu światłu było wszystko jedno, czy padało na Księżnę Dianę, Kleopatrę czy
na Hitlera, więc jak sądzę, wyrzuty sumienia mogę wyrzucić do umysłowej piwnicy.

A co tu się dzieje? Północnica odwodzi od domu. 



(miejsce na filozoficzno-psychologiczne przemyślenia, które odkładam ze względów praktycznych). Tschus.

23 marca 2016

Hej, Jane.

Odbyłam coroczny odczyt Jane Eyre. Ta tradycja może się zmienić, gdyż od zeszłego miesiąca jestem właścicielką własnego egzemplarza- to jedna z tych książek, w których przypadku zakładka (jak dla mnie) nie ma najmniejszego sensu. Historia opowiedziana w pierwszej osobie; arcyciekawe postacie, autentycznie opisane emocje bohaterki, zdania, które są aktualne i dzisiaj (czasami ciężko pamiętać w którym roku została napisana)- moim zdaniem można traktować ją zarówno jako okazję na chwile relaksu jak i jako mini terapię odnajdywania samego siebie :)

Spokój i odwaga. 


Corocznie, hm, to znaczy- od dwóch lat- wykonuje dziełko zainspirowane książką. Poprzednio koncentrowałam się na grafice, dzisiaj uznałam, że mam ochotę na wykonania czegoś li i jedynie za pomocą namacalnych narzędzi takich jak kredki, pędzelki i farby. Skan tradycyjnie zjadł większość kolorów, więc jedyne z czym musiałam zadziałać to podkreślenie nasycenia, tak by całość bardziej wyglądała jak oryginał po mojej prawicy.

To dla zainteresowanych, po kolei: cudowny papier do akwareli, który udało mi się dostać za bezcen (dosłownie), kredki akwarelowe, akwarele, akryle. Akwarele budzą we mnie fascynację, budzą żądzę, by zapoznać się z nimi lepiej, lepiej z nimi obchodzić. Może kiedy kupię bukiet kwiatów, relacje trochę się ocieplą. 

A tymczasem deszcz. I zamykanie białych, mentalnych drzwi, w kółko i w kółko i w kółko, aż się zatrzasną na śmierć.

13 marca 2016

Doctor, Clara

Długo rysowany, a w dodatku szkic. Cóż. Niekiedy się mknie, czasami czołga. Ale jeśli po drodze udaje się wykonać to, co chcemy, to jaka różnica?... Drogi niosą przecież niezliczoną ilość niespodzianek.

W trakcie rysowania uznałam, że tło zdezorganizuje mój zamysł i pozostawiłam je na poziomie szkicu. Trening podobieństwa, do którego co jakiś czas powracam, na obecny moment ogranicza się do stopniowania trudności postaci ludzkich- rury i maszynerie pewnie zostawię na później. 

https://www.youtube.com/watch?v=ZSIN3VvLCTU


Na podstawie zdjęcia: http://cdn.peter-capaldi-news.com/wp-content/uploads/2015/08/DWS9-Trailer2Pix15.jpg

22 lutego 2016

O tym, co w wodzie.

Tu można przeczytać O selkie, uznałam, że niegodziwością byłoby przekopiowanie całości, bez podania źródła. Rysując myślałam trochę o tej legendzie, trochę o ślicznej i mądrej animacji "Song of the sea", a trochę o niebieskich migdałach. (Mnóstwo kolorowych warstw. Foki. Wiatr i woda. To, co kryje się w głębinach. Głaskanie bestii. Oddychanie. Takie tam. :) )


Nie będę się rozpisywać. Miłej niebieskości. 

10 lutego 2016

Otwieram oczy, jest trochę inaczej

Stwierdziłam jakiś czas temu, nieważne kiedy, że chciałabym nauczyć się tak zwanych podstaw. Anatomii. Podobieństwa. Kształtów, brył, kresek, i tak dalej, i tak dalej. Pierwsza próba skończyła się dziwnie- efektem nie będę się chwaliła, choć mnie czegoś nauczyła (cierpliwość przede wszystkim). Poniższy rysunek do arcydzieł nie należy, jednak jestem zadowolona z faktu, że udało mi się pohamować zapędy improwizatorskie i zaufać przede wszystkim oczom a nie mózgowi, który sugerował to i owo. (Jak zwykle- pochopnie i zwodniczo). Rysunek przedstawia pannę Fionę Apple, zdjęcie (bodajże z lat 90-tych), którym się kierowałam znajdziecie Państwo pod tym linkiem: http://www.ssgmusic.com/wp-content/uploads/2012/09/Fiona-Apple-fiona-apple-279260_1024_768.jpg

Nie mogłam się powstrzymać i do rysunku dodałam jednakże coś od siebie- po bokach są fragmenty mych ulubionych piosenek jej autorstwa- jako autorka tekstów jest wyśmienita, cudowna, prawdziwa.


A niżej- sam rysunek, czysty i nieskalany fantazją. 



 Moje dalsze zamiary są dwojakie. Po pierwsze- zaszaleć z baśniami i legendami. Po drugie- zabrać się za kolejny realistyczny rysunek, dla ćwiczenia swego oka.

1 lutego 2016

Kobieta szkielet.

Działam seryjnie. Znów czytałam i znów rysuję. Inuickie opowieści, rybak, tajemniczy szkielet na dnie morza i przerażająca gonitwa z zaskakującym finałem. Dziewczynki to lubią.

MOŻNA CZYTAĆ , by poznać kontekst rysunku. Tym razem starałam się większość pracy wykonać tradycyjnie, docenić swoje narzędzia, natemperować się, zastanawiać nad każdym krokiem, i tak dalej.


Wersja kolorowa.


Wersja szkicowa, może kiedyś zechce mi się pokolorować digitalowo.


Zastanawiam się, cóż uczynię, gdy już zabraknie inspiracji- na co takiego się przerzucę. Na razie mam ochotę złożyć mały hołd Kate Nash, lecz to może później. ;)




28 stycznia 2016

O szyciu i czerwieni

Była sobie dziewczynka. Dziewczynka jest pozornie sama, wrzucona w studnię życia i tka tam swój los, aż ktoś ją wyciąga i "ratuje". Dziewczynka coś zyskuje, coś traci... Co jest błogosławieństwem a co przekleństwem? Właśnie. Link do treści, którą się zainspirowałam. 

Mam ochotę na duży format, na duży oddech, na dużo słońca. A przede wszystkim dużo snu. Ale przecież nawet te poranki, które mnie z niego okradają mogą być ładne, ze zjawami ludzi, z przemykającymi kotami, z migającymi światłami gdzieś w oddali. Może nie są to własnoręcznie uszyte poranki, ale część nici z pewnością jest moja. 


Zastanawiałam się, którą scenę wybrać, tym razem postawiłam na coś mniej ekspresyjnego. Błędem był format i technika- zgryzły się w pewnym momencie nawet dość mocno. Farby na miniaturkach- nie. (uwaga na przyszłość). 
Staram się wypracować coś, co można nazwać jednorodnym stylem- widzę, że prace różnią się od siebie. Chcę więcej. A więc pierwszy krok planu mam za sobą. 


22 stycznia 2016

O bezrękiej dziewczynie

Ciąg dalszy wyprawy w nieznane.

Było bardzo ciężko zabrać się do tego, oj, bardzo ciężko. Wręcz wszechświat mi zabronił, rzucając się na oskrzela, płuca, czy kto jeszcze wie na co. Coroczna tradycja. 

Zatem: między cytrynami i herbatą rysowałam gruszki i księżyc. Zaraz podam linka do opowieści, która wyjaśni kontekst ilustracji- ostatnio znajduję wielką przyjemność we wczytywaniu się w baśnie, które w niczym nie przypominają historii biednych, ślicznych, wyeksploatowanych  kopciuszków, śpiących królewien i innych blond dziewczynek, dla których podstawowym życiowym rozwiązaniem jest zaśnięcie na 100 lat lub zbieganie ze schodów  (tak, tak, sądzę, że mam na myśli mentalny blond). Wałęsanie się po cudzym sadzie z odciętymi rękoma wydaje się bardziej malownicze. Nie twierdząc, że do tego aspiruję. Chyba nikt nie aspiruje. 



Podstawowa wersja rysunku jest tak okropna, że o mało co nie zrezygnowałam z planu nałożenia kolejnej warstwy. Mentalnie łkając, do pierwszej warstwy rozwodnionych kredek akwarelowych dodałam akryle, po czym dołożyłam kolejną warstwę kredek akwarelowych (bez rozwadniania), by na końcowym etapie dodać więcej głębi w mym wiernym komputerze, który tak dzielnie dotrzymywał mi towarzystwa przez ten tydzień. I w sumie wtedy uznałam, że jest nawet ok.

Następnym razem...Może baśń, może nie.