19 sierpnia 2016

Między światłami.

Zanurzona w specyficznych okolicznościach, zainspirowana stałą miłością do XIX wieku, niedawno odkrytym i obejrzanym serialem "Over the garden wall" oraz egzaltowaną ale słodką muzyką pewnego zespołu, zdecydowałam się popełnić rozwinięcie szkicu, który długo spoczywał bez celu i czekał na lepsze czasy.

Bezsenne noce bywają czasami owocne, kiedy tylko człowiek podejmie decyzję, że przestaje leżeć i udawać, że ma szansę na zatonięcie w ramionach Morfeusza. Szansy nie ma, pozostaje szansa na to, że da się jakoś spożytkować te ciche i gęste godziny.


Tym razem całkowicie w komputerze zadziane. Miliony warstw. Miliony. I miliony podejść, każdego dnia zauważałam co innego i co innego polepszałam/poprawiałam. Pewnie jutro zauważę coś nowego, jednak nie chcę czekać kolejnych tygodni. Do przodu! 

10 sierpnia 2016

Dla Elizy.

Ilustracja do przepięknej baśni duńskiego twórcy, Hansa Christiana Andersena. O Elizie i Jedenastu Łabędziach. Jeśli dobrze kojarzę, oryginalnie baśń dotyczyła jedenastu kruków, ale nie jest to chyba szczególnie istotne; symbolika miała dotyczyć pewnie po prostu silnych i dobitnych ptaków.

Uwielbiam tę baśń ze względu na postać głównej bohaterki, która milcząc i szyjąc koszule dla zaklętych braci pozostaje wierną sobie i własnym postanowieniom bez względu na opinię świata. Pływa w rzeczywistości, tak jak wszyscy inni, jednak co jakiś czas zanurza się i widzi to, co znajduje się głębiej, pod powierzchnią. Czuje, że warto czasami poczekać, pocierpieć, posiedzieć w milczeniu; zwyczajnie iść pod prąd. Warto, bo w końcu osiąga się coś cennego: dla siebie, dla bliskich, dla otoczenia... Podczas, gdy inni gadają i patrzą spode na jej czarnoksięstwo, planując spalić ją na stosie za szczerość i ufność w swoje siły.



Eliza. W użyciu akwarele, bez użycia bieli- manewrowałam jedynie ilością wody. Oraz na sam koniec odrobina kredek (akwarelowych, notabene). Nie zdecydowałam się na ingerencję żadnego programu.

30 lipca 2016

Tylko tchórze boją się deszczu.

Szkic, z którym być może jeszcze coś będę robiła, jednak jego obecna forma odpowiada mi na tyle, że postanawiam ją utrwalić. 

Ostatnio ciągle pada. 


19 lipca 2016

Woda i niebo w mariażu złączone.

Akwarela na jyskowym płócienku. Uwielbiam to, jak farba wnika w jego strukturę.

Uwielbiam też nadmorskie kolory, zielenie butelkowe, turkusy, szmaragdy, zgnilizny, przejrzystości, lazury i granaty, szarości i jaskrawości; uduchowienie powietrza i materię wody. 



 

21 czerwca 2016

21 czerwca

Najkrótsze noce mogą dawać najwięcej kolorów.

Dziewczę- widmo, wpatruje się w Księżyc. Woda oczyszcza duszę i rozmywa przeszłość; niebo upstrzone archaicznymi światłami odbija się w jej lśniącej powierzchni. Jedna chwila zamyka się w wieczności.


Farby akwarelowe nakładane niekiedy tradycyjnie, niekiedy gęsto.

11 czerwca 2016

Turkus za fiolet.

Nic poza muzyką, nocą i pudełkiem kredek. Nastrój zagęszczony oglądaniem mrocznych seriali, zmianami, niestałą pogodą, myślami, snami; gdybym miała to wszystko porównać do koloru, nazwałabym to ciemnym, okrutnie zimnym fioletem, który przenika jak ostrze, ale jednocześnie fascynuje do tego stopnia, że nie można oderwać od niego oczu.

Rysunek przedstawia kobietę, która jest jednocześnie wilkiem; albo wilka, który w rzeczywistością jest kobietą- nie ma to większego znaczenia. Najbardziej zależało mi na kolorach i na masowaniu płócienka, na uzupełnianiu bieli, na zakrywaniu tego, co zbędne i dodawaniu życia.




27 maja 2016

Gdzieś, kiedyś, ktoś.

Rozłożyłam ten rysunek na tam długi okres czasu, że zatracił chyba wszelkie znaczenia, jakie mu przypisywałam na samym początku:

1.pomysł przyszedł jednego dnia,
2. szkic w kolejnych,
3.pomysł na kolory w kolejnym tygodniu, a
4. w następnym w końcu zabranie się za nakładanie farbek.
5. A potem trochę skanowania i tak dalej.



Swoją drogą, bardzo doceniam akwarele za szybkie schnięcie i zero tak zwanego babrania się, którego nie cierpię. Tym razem miało być dużo jasnych kolorów, jak najczystszych i najszlachetniejszych; zupełnie jakbym obraziła się na szarości, czernie i burości. Ćwiczenie dość trudne, biorąc pod uwagę przyzwyczajenie/preferencje.

A to ostatnimi czasy było słuchane i mogło mnie nieco nakierować. Muzyka.

14 maja 2016

Tulipan.

Powracam do kolorów. Zieleń i błękit jest wszystkim, co widzę od rana do wieczora. Wszystko wybuchnęło, wybucha lub wybuchnie spod ziemi, zupełnie jakby kości zdecydowały się na nowo oblec w ciało pod wpływem jakiegoś magicznego impulsu.

Dzisiaj ilustracja piosenki Jesci Hoop. Opowieść stara jak świat- piękna dziewczyna i mężczyzna. Miłości nie da się kupić nawet za drogocenną cebulkę tulipana, nawet za obietnicę dostatku, za obietnicę ciepłego domu i nieograniczonych możliwości. Jedna decyzja zmienia wszystko. Kto daje się skusić i zaprzecza samemu sobie, kończy zimny i martwy na dnie rzeki, staje się tylko cieniem, tylko widmem, wspomnieniem. Traci wszystko. Ale rzeka płynie w końcu dalej i nigdy nie wiadomo co przyniesie kolejny zakręt.





A na razie czerwone włosy plączą się w nurcie wody a tulipan odpływa w dal. Zieleń i błękit jest wszystkim, co trwa, od rana i wieczora.

Do rysunku użyłam wspaniałego markera w pędzelku, która wzbudza we mnie najtkliwsze uczucia. I kredek, oczywiście. Użyłam też tego utworu: Jesca Hoop- Tulip

18 kwietnia 2016

Podświetlanie.

"Nie ma znaczenia, że nic nie czai się pod łóżkiem lub w mroku, dopóki pamiętasz, że masz pełne prawo się tego bać.  Zatem posłuchaj. Nawet jeśli nie słuchasz niczego innego, posłuchaj choć teraz. Choćbyś nauczył się to ukrywać... i tak zawsze będziesz się bał. Strach jest niczym towarzysz, wieczny towarzysz, zawsze przy Tobie... Ale to jest w porządku. Ponieważ strach zbliża i łączy. Strach prowadzi do domu. Coś Ci zostawię, żebyś zawsze pamiętał...Strach jest towarzyszem nas wszystkich. "

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=ibL6Y0VN4Ys



10 kwietnia 2016

Poczekajmy.

Czekanie na impuls, czekanie na sygnał, czekanie na znak. Cierpliwość jest niewątpliwie cnotą, wiele mądrych osób tak twierdzi a jeśli nie na mądrych osobach można polegać, to na kim?

A zatem, gdy nadszedł czas, Królowa wypiła kilka łyków ze źródła roztropności, skierowała swoje kroki na wzgórze, by w milczeniu obserwować, co się wydarzy. Jest gotowa czekać zarówno dzień, jak i 2 tygodnie, a może i nawet milion lat. Tak była uczona i ufa tej wiedzy -wystarczy usiąść i czekać w bezruchu, stać się własnym pomnikiem... Ale być może, gdy magia roztropności przestanie działać, obudzi się w niej magia intuicji, która ma zgoła inną wiadomość do przekazania. Być może. Prawdopodobnie. 

Ale póki co, poczekajmy. 


Akwarele. I woda. I tusz z pisaków, różnych, przeróżnych.