22 października 2017

Nagość.

Dawno tu nie byłam. Lato odeszło  już ze swoimi kaprysami- przez większość czasu przetykając słońce deszczem, zupełnie jakby było jakąś kosztowną  i kunsztowną tkaniną z XIX wieku. Ale- w jeden z tych ładniejszych dni udałam się po papier do farb wodnych. Taki prawdziwy papier, z gramaturą, która pozwala na zalewanie go dużą ilością płynów, bez obaw, że cokolwiek się pomarszczy i pognie. Takie drobiazgi potrafią dać wiele przyjemności a same wyprawy do sklepy były zresztą nieco przygodowe.

Starałam się zeskanować pracę, jednak format na to nie pozwala, a ja nie lubię czegokolwiek obcinać, jeżeli oczywiście nie jest to ego aroganckich ludzi. W tym przypadku musiałam się więc zdecydować na zdjęcie, które następnie podreperowałam tak, by jak najbardziej przypominało kolory i nastrój oryginału. 


O co chodzi? O wiele rzeczy. O moją ukochaną Jane Eyre, o Opowieść Podręcznej Margaret Atwood, o to, czego się słucha na co dzień. O wewnętrzne ciche burze, które pozostawiają umysł gorący, rozpalony, rozgrzany do czerwoności. Chodzi o kobiecość, która w każdej chwili tworzy swoje nowe definicje i rozwija swój sens. O chwile, kiedy dusza jest naga.

Chyba każdy kiedyś czuł się jak zwierzątko wypuszczone samopas na łąki życia?

13 sierpnia 2017

W ogrodzie ciała

Dawno, dawno temu narysowałam, a w gruncie rzeczy namalowałam coś podobnego. Miałam ochotę zmierzyć się z tym tematem ponownie, tym bardziej, że w tym roku obiecałam sobie częściej wychodzić poza granice twarzy. Przy tej okazji pozwoliłam sobie pobawić się z płatkami kwiatów, listkami i żyłkami; udało mi się poszarżować z kolorytem skóry i przechodzeniem kolorów. 


Zastosowałam kredki akwarelowe, które nawet zaczynają się powoli kurczyć!

A tutaj stara wersja. Mam wrażenie, że kiedy to malowałam byłam zupełnie inną osobą. Oczywiście, technika jest zupełnie inna, tak samo materiały, pomysł nieco się różni...Ale poza tym... Dziwnie się patrzy na coś, co wyszło spod naszych rąk w innej rzeczywistości. W innym wymiarze. Czuję się jakbym przeleciała w tym czasie kilka galaktyk :)




9 sierpnia 2017

Na wzgórzach czas wolniej płynie.


Akwarele, kredki akwarelowe. I co więcej mam powiedzieć? Czasami przydaje się usiąść w odległości od wszystkiego i wszystkich.

2 czerwca 2017

Wygaszanie w wodzie,

Fakt, że prawdopodobnie nikt tu nie zagląda, daje dużą dozę swobody. Zapewne dlatego od pewnego czasu nie zamieszczam na facebooku fragmentów prac, tylko ich całość. Może podświadomie chciałam, żeby to miejsce powoli wygasało; nie śmiercią dramatyczną i nagłą, ale spokojnie i godząc się z losem. Zabawne jest to, ile rzeczy czasami chciałoby się narysować, namalować, napisać, czy powiedzieć, ale one rozpływają się właśnie nawet wcześniej niż zdołają wydostać się na powierzchnię. Chciałabym wierzyć, że nie znikają całkowicie, ale dolepiają się do duszy i czekają na kolejną szansę. Wierzę w to. Cichutko czekają na moment, kiedy będzie najjaśniej, najprzejrzyściej i najcudniej.

A ja coś narysowałam. Poświęciłam temu trochę czasu i jestem z tego dumna; dumna z faktu, że udało mi się usiąść i przemówić sobie do rozumu i do uczuć własnych. 


15 marca 2017

Chwile po końcu świata.

Gdzie jest wena, jak jej nie ma? Czy umiera i odradza się jako zupełnie nowy twór, czy hibernuje gdzieś, by nagle ocknąć się i wyjść na powierzchnię? Czy odwiedza kogoś innego, wredna franca?

Nieważne. Wzięłam papier i go niemal dokumentnie zniszczyłam, stosując makabryczną mieszankę wody, soli i fluidu maskującego, który przy oderwaniu zabrał ze sobą część rysunki. Ale, jak wspomniałam, nieważne. Mam kompjuter i umiem naprawiać chociaż część swoich błędów. (A resztę ignoruję)

To pani, która zaraz ucieknie, ponieważ znudziło jej się czekanie.


Komu po końcu świata chciałoby się czekać na kolejny koniec? Czasami myślę o starej dobrej Filifionce, z krainy muminków, która ze strachem czekała na katastrofę, a gdy ona nadeszła, w końcu zaznała spokoju. Może głupota, a może taki konstrukt psychiczny, zupełnie normalny i zrozumiały dla kogoś, kto ma zbyt wiele w głowie, więc musi czasami powypuszczać "to" na spacery i wyprawy, żeby się poprzewietrzało. I wcale nie rozpacza, gdy część rzeczy nigdy nie wraca.

2 marca 2017

Kobiety.

Oszczędzam, przynajmniej czas. Kobiety pojawią się zatem razem- nie pojedynczo lub w pomniejszych klikach. Były tak długo rozdzielane, że choć teraz im tego oszczędzę.

A zatem, w kolejności:

Helena, żyjąca w jaskiniach ok 20 tys lat temu, na terenie obecnej Francji w czasach kultu niedźwiedzi.



 Velda i Tara (17 tys lat temu)- żyły w podobnych czasach, jednak ich życie różniło się od siebie- o ile Tara i jej współplemieńcy nieustannie poszukiwali pożywienia i często bezskutecznie polowali na zwierzynę w gęstych lasach  porastających tereny, które dziś znamy jako Wenecję, o tyle Velda wiodła stosunkowo spokojny i dosyć stabilny żywot w górzystych terenach obecnych Pirenejów.





Katrine żyła ok 15 tys lat temu na pograniczu Austrii, Czech i Niemiec. Mogła być świadkiem udomowienia wilka, ponieważ to w tych czasach z ludźmi zaczęły przebywać pierwsze psy.


Jasmine, najmłodsza z kobiet- urodziła się około 8 tys lat temu w okolicach dzisiejszej Syrii. Jej życie prawdopodobnie można było uznać za najszczęśliwsze i najspokojniejsze ze wszystkich opisanych kobiet- nie pamiętała trudów epoki lodowcowej, nie tułała się z miejsca na miejsce, w jej otoczeniu uprawiano agrokulturę, hodowano zwierzęta- można to uznać za luksus 





22 lutego 2017

Xenia

Druga córka Ewy, której zostało nadane symboliczne imię Xenia. Żyła ona nad Donem, 20 tysięcy lat po Ursuli, którą przedstawiałam poprzednio. Xenia wiodła wraz ze współplemieńcami życie wędrowców, podążając z miejsca na miejsce-tam, gdzie powiodły lepsze warunki i obfitość zwierzyny. Jej surowym życiem zapewne rządziły nieprzewidywalność i przypadek- mimo wszystko wyobrażam sobie ją jako osobę przyjazną i pełną uroku:


18 lutego 2017

Ursula.

Zdarzyło mi się mieć okazję, by stworzyć portrety siedmiu matek Europy (zwanych tez siedmioma córkami Ewy). Zainteresowanych, kim te kobiety były zachęcam do zapoznania się z rewolucyjnym odkryciem profesora Bryana Sykesa, jednego z najsławniejszych antropologów na świecie. Lecz, w ogromnym skrócie:  dzięki jego badaniom DNA na światło dzienne wyszło, że zdecydowana większość europejczyków jest potomkami li i jedynie siedmiu kobiet żyjących od 45 tys lat do 8 tys lat temu . Nadał im on symboliczne imiona, a dzięki wiedzy kiedy i gdzie mniej więcej żyły, można domyślać się jak wyglądało ich życie i jak mogły wyglądać. Najpierw podjęłam się narysowania Ursuli, która żyła najdawniej, ok 40 tys lat temu, na terenie obecnej Grecji.


Dziewczę żyło w czasach, gdy było zimno. Bardzo zimno.


12 stycznia 2017

Pełnia.

Styczeń: zastanawiam się. 

Stwierdzam, że w tym miesiącu zaplanuję wyzwania, które rozwiną mnie pod względem tematyki i techniki. Poniższy rysunek jest wbrew pozorom pierwszym z wyzwań a to z prostego powodu- postanawiam poświęcać więcej czasu na jedną pracę, oglądać ją przez parę dni, dopracowywać i poprawiać, a nie, jak to było dotychczas, rzucać się w szale i kończyć wszystko szybko w jeden wieczór, zainspirowana albo otumaniona jakimś wydarzeniem, muzyką albo promieniem słońca. 

Technika to akwarele oraz kredki akwarelowe, czyli ostatnio mój stały zestaw, który kocham, kocham, kocham. Skupiłam się bardziej na kolorach, mniej nad anatomią (wiem, że będę nad tym pracowała :) ), zależało mi na lekko dusznym i przenikliwym nastroju.

Dzisiaj pełnia.


1 stycznia 2017

Szlakiem zimowym.

Pierwszy dzień roku- czytam, to co zapisałam, analizuję, rysuję, poprawiam, podkreślam. Jestem na szlaku.

Namalowałam ten rysunek nowymi akwarelami, które mają te zaletę, że nie są przeterminowane i nie wysychają już w momencie nakładania na papier. Szczegóły dodałam kredkami akwarelowymi.



Lubię Nowy Rok, czysto symboliczny dzień , który pozwala na mniejsze lub większe posprzątanie (albo nawet jedynie omiecenie wzrokiem) tego, co się zdarzyło i umożliwia rozrysowanie wewnętrznej mapki tego, gdzie jesteśmy i co dalej będzie się dziać (przynajmniej w planach). Droga bywa skomplikowana i niepewna, przez zamiecie i mgły nie widać tego, co przed nami; zdarzają się nieoczekiwane przeszkody, które można ominąć albo się zmierzyć; spotykamy wróżki o drapieżnych szponach, demony o woskowych sercach, potężne moce, które dziurawią i krzywią zbroje. Ale dążymy do tego, by iść dalej, prawda? Bo mimo wszystko jest też ciepły blask słońca, delikatne płatki czerwonych kwiatów, zabawnie skaczące wróble, płatki śniegu roztapiające się na ciepłej skórze; są szczere uśmiechy i szczere słowa; jest smak czekolady z malinami, zapach tuż po deszczu; jest cały katalog magicznych rzeczy, które właśnie dlatego są magiczne, bo wyzwalają niewidzialne uczucia i emocje. Uczucia i emocje, które są Twoją potężną siłą. Więc łap gwiazdkę, osobo, która to czyta, i powodzenia w dalszej drodze!


22 grudnia 2016

Mała rozbójniczka

Mile spędzony sobotni wieczór. Coraz bardziej lubię akwarele, okazują się niezwykle wdzięczne, szczególnie, gdy nie mam do nich zbyt wielkich oczekiwań.

Inspiracja baśnią Andersena, "Królową Śniegu", ale tylko troszkę, ociupinkę. Miałam chęć na czerwień, kwiaty i odrobinkę magii, tej ciepłej i niezauważalnej. 


11 grudnia 2016

Biała opowieść

Czekając na śnieg, czekając na przykrycie tego, co odżyje dopiero za parę miesięcy, mały zimowy rysuneczek. Akwarele oraz kredki akwarelowe.





22 listopada 2016

Portret fantazyjny



The moth don't care if the flame is real
'Cause flame and moth got a sweetheart deal
And nothing fuels a good flirtation
Like need and anger and desperation

No, the moth don't care if the flame is real
No, the moth don't care if the flame is real

19 listopada 2016

Cudzoziemcy

Wysuwam się z bańki bezpieczeństwa i rysuję męskie rysy. Ku mojej uldze, mimo, że ostatnio tworzyłam dziesiątki, ba, setki dziewczęcych buź i licek, nie wyszły one bardzo tragicznie. Czasami warto wyjść ze strefy komfortu.

Pan jest kompletnie obcy, zarówno wśród zielonych listków wiosennych, wśród małych nieskalanych myślą żuczków... jak i obcy w miejskiej zawierusze, świetle jej zimnych neonów i nieustannym szmerze, płynącemu jak krew w obwodzie ulic.



Niektórzy są cudzoziemcami, nieistotne, gdzie postawią stopę. Niektórzy dom znajdują po długiej wędrówce, niektórzy dom znajdują pod własną skórą, z biciu własnego serca, w iskrzeniu własnych myśli. Niektórzy znajdują ojczyznę w krainie stworzonej z plątaniny własnych wspomnień, przeżyć, doświadczeń.



Akwarele na bardzo miłym papierze płóciennym.


14 listopada 2016

Przezroczystości.

Akwarele, kredki akwarelowe.

A ponadto: tracę zaufanie. Przechodzę fazę pastelowych barw na papierze. Ponownie kocham zimno i niebieskie powietrze, kieruję myśli ku pączkowi kwiatu, obozuję na czerni i w czerni.
Obserwuję przenikanie i zanikanie.




24 października 2016

Senność w kosmosie

Wokół  ostatnio tyle ciemności, szarości i wilgoci, wszystko pokryte odrętwieniem i warstwą kurzu... Dlatego dla równowagi wizja pastelowego snu pośród gwiazd i komet. 

Orbitowanie z zamkniętymi oczyma, pozwolenie, by cząsteczki wszechświata zabrały nas gdzie kosmiczny wiatr poniesie- czy to dobry pomysł?


Akrylowe farby wróciły do łask- choć tak naprawdę nigdy ma sympatia ich nie opuściła zupełnie.

16 października 2016

Krew na zimno.

Dzisiaj efekty wyzwania: "Character Design Challenge!"
Temat: wampiry.

I cóż więcej- podjęcie wyzwania było dobrą decyzją, biorąc pod uwagę ostatnią, lekką blokadę twórczą. Czasami wygodnie jest po prostu skupić się na gotowym temacie- pozostaje wtedy tylko wykonanie (no i stworzenie czegoś, jak bardziej szczegółowa wizja postaci).

Tak powstała wampirzyca celebrująca Nowy Rok. Być może to jej pierwszy Nowy Rok jako krwiożerczej bestii?... Jako istota nadprzyrodzona w końcu nie odczuwa zimna, może stąd jej radość, spokój i poczucie spełnienia? Kto wie jakie były jej losy jako człowieka, gdzie się błąkała i jak spędzała lodowate noce. Czasami jedna chwila może diametralnie zmienić życie, na gorsze, albo na lepsze...Jak jest w jej przypadku? Albo: czy warto o tym w ogóle myśleć?...



Wykonanie: zeskanowany szkic ołówkiem a później tzw. digital. Oczekiwałam czegoś ciut innego- w głowie siedział inny efekt końcowy, ale mimo wszystko cenię to, że mam nieco więcej cierpliwości do warstw, więcej niż nawet rok temu.

W tym momencie wpadł mi do głowy pomysł- może da radę zrobić z tego ruchomy obrazek?...

29 września 2016

Powroty i kasztany.

"One thing's for certain, oh
A year like this passes so strangely
Somewhere between sorrow and bliss"

Znów widziałam czerwień liści, znów goniły mnie porozrywane chmury, znów wdychałam to specyficzne, ulotne zimno. I znów tyle kasztanów leży na chodnikach. I przypomniały mi się słowa o tym, jak jesień pięknie przypomina o tym, że czasami warto sobie odpuścić i po prostu pozwolić niektórym rzeczom, które już nie są ważne, odejść.

Pod warstwą liści, patyków i skrzydełek martwych owadów kryje się świat, który już za kilka miesięcy ponownie wybuchnie z nową siłą. Tymczasem poczekajmy. Idąc szeleśćmy, puszczajmy kłęby pary z ust, rozcierajmy ścierpnięte dłonie, pijmy gorące herbaty, wybierajmy rano swój ulubiony sweter. Patrzmy w zimne, śliczne, błękitne niebo. Czekanie wcale nie jest gorsze. Czekanie jest kreacją.

Długopis, czwartkowy wieczór i szemrzące okno, a później trochę zabawy, której mi ostatnio brakowało :)




18 września 2016

Krew w raju.

Nie wiem, kim jest. Wynurzyła się z kolorów i męczącego snu o pociągu, który nie może dotrzeć na swój docelowy tor. 

W każdym razie, jest gorąco, jest głośno od nieustannego szmeru owadzich skrzydełek, w powietrzu czuć słodkawy i metaliczny zapach krwi. Czuć ciemność.




19 sierpnia 2016

Między światłami.

Zanurzona w specyficznych okolicznościach, zainspirowana stałą miłością do XIX wieku, niedawno odkrytym i obejrzanym serialem "Over the garden wall" oraz egzaltowaną ale słodką muzyką pewnego zespołu, zdecydowałam się popełnić rozwinięcie szkicu, który długo spoczywał bez celu i czekał na lepsze czasy.

Bezsenne noce bywają czasami owocne, kiedy tylko człowiek podejmie decyzję, że przestaje leżeć i udawać, że ma szansę na zatonięcie w ramionach Morfeusza. Szansy nie ma, pozostaje szansa na to, że da się jakoś spożytkować te ciche i gęste godziny.


Tym razem całkowicie w komputerze zadziane. Miliony warstw. Miliony. I miliony podejść, każdego dnia zauważałam co innego i co innego polepszałam/poprawiałam. Pewnie jutro zauważę coś nowego, jednak nie chcę czekać kolejnych tygodni. Do przodu!