10 sierpnia 2014

Niedziela? Rosołek!

Miałam z tą ilustracją kłopoty, które podwójnie przedłużyły czas przy niej spędzony. Nie, to nie kurczaczek był problematyczny, ani nawet rozmieszczenie obiektów... Po prostu czasami każdy zapomina zapisać zmiany, prawda? I każdemu na pewno kiedyś zamknął się program, w którym pracuje- ot, tak- akurat przy dopieszczaniu końcowych szczegółów :P Mimo tego horroru i minuty spędzonej w milczeniu, żeby nie wywołać własnej implozji, nie poddałam się... pewnie dlatego, że chodziło o jedzenie. Dla niego zawsze warto się poświęcić! ;)


Oryginalnie garnek nie miał się uśmiechać, wszystko miało być porządne i poważne, jednak czegoś tu brakowało. Być może tą minką chciałam podświadomie wyrazić radość z tego, że to już koniec (i że teraz zapisałam zmiany :p). Ponadto, może to głupie, ale jestem nadzwyczaj zadowolona z pora. To przebiegłe warzywo zajęło trochę czasu, bo określenie gdzie ma zaokrąglenia a gdzie "skrzydełka", gdzie jest białe a gdzie już zielone i w jakim stopniu, było naprawdę intensywnym doświadczeniem. Trochę pomógł mi wszechmocny Internet ;)

Kolejnym rysunkiem związanym z jedzeniem podzielę się w przyszłym tygodniu, prawdopodobnie w niedzielę :) 

6 sierpnia 2014

Krótko i morsko

Według wcześniejszych założeń dziś miało być trochę jedzonka (graficznego), które powstało w ubiegłych tygodniach. Jednak wczoraj zainspirowałam się czymś trochę innym, a mianowicie morzem :). Oto kąpiel w błękitach, szafirach i chłodnych zieleniach, okraszona odrobiną fantazji:

Myślę, że jeszcze pokombinuję z kolorystyką, ale to już raczej dla swojego użytku. Róże i fiolety brzmią kusząco, ale i ryzykownie... :p Zupełnie jak łyk ślicznego, błyszczącego napoju z terpentyny i brokatu.

A następnym razem- rosołek!

26 lipca 2014

Lata 50-te.

Ostatnio z wielką radością zauważyłam na sławetnym portalu społecznościowym powstanie grupy, której celem jest cotygodniowe wyznaczanie sobie zadań związanych z projektowaniem i rysowaniem sukienek z określonej epoki lub specyficznym motywem. Nie mogłam zrezygnować z takiej okazji, tym bardziej, że jej członkami są osoby, których prace zapierają mi dech w piersiach i stanowią dla mnie ogromną inspirację (no, może nie aż tak ogromną, gdyby tak było, byłabym teraz o wiele dalej ;) ). Dosyć gadania, prezentuję pierwszy motyw: lata 50-te.


Ostatnimi czasu moją ulubioną techniką jest szkicowanie metodą tradycyjną a następnie bawienie się komputerem. Nie, bynajmniej jednak nie odstawiłam kredek- myślę, że mojego ostatniego potwora pokażę światu jeszcze w sierpniu ;). Jednak wracając do mojej pin-upki- bardzo przyjemne było oglądanie póz specyficznych dla tamtych lat i wybieranie czegoś, co będzie wyglądało satysfakcjonująco na rysunku. W trakcie troszeczkę i tylko przez chwilkę, ale żałowałam, że zdecydowałam się taboret... Sukienka prezentowałaby się ładniej, gdyby była pokazana w całości... Jednak, mimo wszystko, jestem zadowolona z układu nóg, które w innym przypadku nie ujrzałyby światła dziennego w takim stopniu ;)

22 lipca 2014

Lipiec i zmiany

Dzisiaj się nad sobą poznęcam. I trochę pozmieniam- przynajmniej w blogu.

No to zaczynamy: ostatnio postanowiłam zabrać się po roku do tego samego motywu (w celu sprawdzenia, czy jest jakiś sens, żebym robiła to, co robię i czemu poświęcam tyle jakże cennego czasu.) Odpowiedzi na pytanie nie udzielę, bo rzadko jestem zadowolona z tego co rysuję- przynajmniej po pierwszych euforycznych 10 minutach po ukończeniu- ale z pewnością mogłam stwierdzić, że jest mi wstyd za to, co było kiedyś. Tak, niestety: kiedyś byłam z tego nawet zadowolona...


Czemu? Hmmm. Prawdopodobnie byłam pod ogromnym wrażeniem możliwości nawalenia niezliczonej ilości kresek i linii. Zapewne uznałam to za profesjonalne, nadające całości blasku i szlachetności. NIE WIEM, chyba nie ma innego logicznego wyjaśnienia. ;)

Dla niezorientowanych, osoba z rysunku to Jane Eyre, bohaterka "Dziwnych losów Jane Eyre" autorstwa Charlotte Bronte. Mogłabym się pozachwycać nad książką, ale że zapewne nie wszyscy z ogromnego grona tu zaglądających są miłośnikami wrzosowisk, obłąkanych kobiet zamkniętych w wieży, guwernantek i pełnych pasji i namiętności czarnookich mężczyzn (?). Dlatego przechodzę do mojej próby rehabilitacji za powyższe "cudo":


To szkic, który wykonałam tradycyjną metodą, używając tradycyjnych ołówków, tradycyjnej gumki oraz tradycyjnej temperówki. So much fun. Naprawdę.

A poniżej efekt dłubanki przy warstwach kolorów, przejrzystych, półprzejrzystych, kryjących, rozświetlających, przyciemniających i licho wie jeszcze jakich:


Oczywiście musiałam wybrać jakże gustowne tło i cytacik- wyczuwam, że za rok, jeśli znów powrócę do Jane Eyre, to właśnie one pójdę pod nóż i będą ofiarami znęcania. Ale poza tym, uważam, że zrobiłam postęp jeśli chodzi o posługiwanie się komputerem w rysunku. Podsumowują, z jednej strony przykre jest to, jak bardzo człowiek może być zażenowany swoimi dziełami... Ale z drugiej miło jest pomyśleć sobie, że z każdym tygodniem wiem i umiem chociaż ciut więcej, nawet jeśli to drobiazgi, których tak naprawdę nie widać :). 

Dobrze, to teraz kolejna część. Pomyślałam sobie, że będę częściej wrzucała rzeczy zarówno na bloga jak i na ubogie konto na facebooku. Z jednej strony chyba będzie to ciekawsze dla ewentualnych obserwatorów (przy okazji: dzięki, że to czytasz- a mogłeś w tym czasie robić tyle pasjonujących rzeczy, np. iść kupić czekoladę albo przeglądać fejsa) a z drugiej, jeśli narzucę sobie tempo, będę rysowała częściej i więcej... To nie może wyjść na złe. :) Dlatego prawdopodobnie będę zaglądała tu dwa razy w tygodniu (wersja wstępna)- by wstawiać jakiś rysunek tradycyjny oraz grafiki.
Kończąc morałem: takie są moje plany, lecz jeszcze czekam na akceptację losu. ;)



10 lipca 2014

Ja i Mondeluzy.

Niebiosa gorzko łkają, jednak nie wiem, czy przyczyną tego jest zakończenie przeze mnie edukacji wyższej czy to, że po dłuższym czasie zasiadłam do bloga. Tak czy owak, nie pozwolę się zniechęcić przez żadne meteorologiczne znaki i w końcu uraczę kilka osób tu zaglądających informacją o nowych kredkach, które zdążyłam przetestować w ciągu ostatniego miesiąca.

Zdecydowałam się na kultowe już kredki akwarelowe Mondeluz koh-i-noor - byłam nieco zdziwiona ich twardością, jednak biorąc pod uwagę to, jak bardzo nie przepadam za temperówkami i nożykami (to przecież utrata kredki :p ), jest to bardziej zaleta niż wada. Zachwyciła mnie duża paleta barw i odcieni, szczególnie zieleni i czerwieni, których zazwyczaj mi brak. Same kredki są bardzo lekkie i tym samym wygodne w użyciu.
Na razie większość prac wykonywałam "na sucho", chcę bardziej wyczuć kredałki przed zabraniem się za coś poważniejszego z użyciem wody, która potrafi być wredna na papierze. 


Na taką perspektywę miałam ochotę od dłuższego czasu. Cieniowanie było prawdziwą przyjemnością, nie wspominając już o samym, pozornie banalnym, wyborze kolorów. Z perspektywy czasu żałuję jednak trochę, nie nie rozplanowałam lepiej kompozycji i pozycji postaci...Nie spodziewałam się, że tak przywiąże się do tego ćwiczenia i w rezultacie nie przyłożyłam się do szkicu tak jak by wypadało. Test narzędzi wypadł jednak pomyślnie, co daje mi nowe pomysły na przyszłość- może kiedyś powtórzę ten motyw :)

21 czerwca 2014

Nocne pisanie.

Lekkie sukienki poskładane, na wierzch, przywabione chłodem, wypełzły spodnie i rozpinane sweterki. Pogoda jest mi zresztą dość obojętna, gdyż zbliża się powoli mistyczny 9 lipca a to powoduje rosnące napięcie, szaleństwo drobnych poprawek oraz bolesną wizję pożegnania z legitymacją. Aby osłodzić tę lekką gorycz stałam się właścicielką nowego zestawu kredek. Po raz pierwszy miałam okazję posługiwać się tak dużą skalą kolorów, doświadczenie to było niemal onieśmielające... Pierwsze testy materiałów dokonane ;). W najbliższym czasie na pewno się powtórzą- dzisiaj jednak coś innego.

Bawiłam się jakiś temu nowym programem. Różni się od poprzednich, których używałam; daje większą szansę na tworzenie portretów, co jest wprost rozkoszne, biorąc pod uwagę jak lubię ludzkie twarze.


Pierwszą warstwą było zdjęcie. Kolejną kolory, a następnie linie. Mnóstwo nakładanych na siebie warstw o różnym stopniu przezroczystości przyniosło efekt, o który mi mniej więcej chodziło... :) Pożądane będą jednak ćwiczenia związane z włosami, chętnie też powolutku zrezygnuję z linii, które automatycznie wprowadzają porządek i ułatwiają sprawę.

No to...na tyle. :) Następnym razem zapewne historia dotycząca kredek. :p

10 czerwca 2014

Muchy po burzy siedzą na słońcu

Lubię metafory. Kilka dni temu widziałam zmagania muchy, która wleciała do samochodu. Przez wiele minut wydawała się kompletnie ignorować istnienie dwóch, niemal całkowicie otwartych okien, obijając się uparcie o wszystko inne. Trochę podenerwowałam się jej natrętną, histeryczną wszechobecnością a potem pomyślałam sobie, jak często ludzie* postępują w podobny sposób.

Obiecałam sobie zatem, że po mitycznej obronie w wolnym czasie wezmę się  ostrzej do poznawania podstawowych programów graficznych (i nie tylko). Upływ czasu jest przerażający, ale jeszcze bardziej chyba tylko wizja nieskoordynowanego miotania się wzdłuż nagiej ściany przez te wszystkie mijające sekundy. Stwierdziłam, że zapiszę sobie to postanowienie tutaj- większa szansa, że je spełnię, skoro jest niejako "na zewnątrz". ;)

Można uznać, że praca mgr.ukończona. W ramach niezobowiązującego ukojenia od maratonu przy wordzie, excelu i ankietkach zabrałam się za dawno niestosowaną przeze mnie technikę.


Akwarele i czarny pisak żelowy. I chwalebna myśl przed rozpoczęciem całości, że warto wykonać szkic ołówkiem. Mniej więcej w połowie, kiedy wszystko wydawało się nie mieć sensownego kresu, pojawił się pomysł zarzucenia...Ale bardzo nie lubię tego robić, czuje wtedy, że za łatwo się poddaję i idę na łatwiznę. :)

W najbliższym czasie planuję "pokredkować" i "pografikować"- ale to drugie pewnie jak będę na 100% zadowolona z efektu. Czyli...czeka mnie trochę tutoriali. :)


*ludzie= ja :p

25 maja 2014

50-tka na plaży.

O ile mnie pamięć nie myli, to pięćdziesiąta notatka na blogu. Nic ekstremalnie zaszczytnego, ale okrągłe liczby moim zdaniem zasługują na drobną wzmiankę, tak dla zasady :p

Nudne są już te moje tłumaczenia związane z nawałem prac graficzno-komputerowych (mogłabym się postarać, by to jakoś ładniej ująć, ale sądzę, że ogólna idea tego sformułowania jest klarowna). Zatem dzisiaj daruję sobie to korzenie się przed niewidzialnym sądem i po prostu stwierdzę: dzisiaj coś, co powstało około miesiąca temu podczas ćwiczeń.

Co prawda w pewnym momencie odpłynęłam od tutoriala i zaczęłam kierować swoją małą wektorową tratwę w innym kierunku... jednak ostatecznie w sztuce i tak po prostu nie da się dotrzeć do dokładnego celu wyznaczonego przez poprzednika ( a nawet jeśli, to moim zdaniem zasługuje to  bardziej na docenienie umiejętności technicznych wykonawcy niż jego artystycznej duszy). Zatem ogólna misja zakończyła się powodzeniem. :)



Klimat pracy uzupełnia się z ostatnio czytaną przeze mną literaturą. Powróciłam do Austen a także, przez moment, do Lucy Maud Montgomery. ;) Mój mózg przeczuwając nadchodzący zawał tabelkami i wykresami próbuje wysmarować się warstewką romantyzmu, niczym plażowicz uzbrojony w butlę olejku do opalania. Metafora adekwatna do pogody za oknem. :)


14 maja 2014

Wektorowe morze

Jedna misja za mną. Ankieta do pracy magisterskiej w trakcie rozsyłania. Jak na razie 0 wyników, ale zapewne za 2 tygodnie będę szlochała próbując je analizować i przełożyć na kolejny rozdział... Zatem niech ten stan trwa, póki może... Lub póki przynajmniej nie zamknę zupełnie teorii.

Ciągle trwa moja przygoda z grafiką. Rysuję też metodą tradycyjną, jednak są to drobiazgi- jak na przykład ostatni B-smart z KFC. Bez przesady, nie muszę się aż tak afiszować swoją miłością do jedzenia. Wystarczy, że z moich oczu wylatują tęcze na widok burrito, żelki w sklepie wołają do mnie cienkimi głosikami a na myśl o zeszło-weekendowym wyjeździe nad morze moją pierwszą wizją są pyszne, złote, smażone dorsze z frytkami i surówką.

Wyjazd był tak wyczekany i owiany aurą wspaniałości, że nawet pobudka o 5 rano stała się nieważna. Morze. To nie miejsce na prywatne wynurzenia (hihi), lecz chciałabym podzielić się jednym wspomnieniem, które zostało uwiecznione na zdjęciu a następnie przetworzone na grafikę :) Podobieństwo na poziomie "mniej więcej" (jak się dowiedziałam), lecz nie o odwzorowywanie tu chodziło a o miłą zabawę ^ ^.



Byłam grzeczną dziewczynką i zastosowałam sporo warstw...Dzięki temu nie zaczęłam rysować, jak to się zdarzało kiedyś, bezpośrednio na zdjęciu lub na szkicu. Oglądając portrety wykonane w Illustratorze, których jest pełno w Internecie, wzdycham, bo widzę, że sporo przede mną- ale miło było zrobić taki mały kroczek :)

29 kwietnia 2014

Z otwartym oknem.

Dziwny, długi dzień, który trwa od 7 rano, lecz nie przyniósł nic szczególnego.
Drobnostki. Otwarte okna zwabiają muchy i leniwe bąki. (Kilka dni temu udało mi się obronić swoje terytorium przed pszczołą rozgrzaną przez słońce). Z balkonu widzę biało- rudego kota, wyraźnie nie rozumiejącego przyczyny obecności aut jeżdżących po wąskiej uliczce. Denerwuje się jego losem, ale po minucie znika za rogiem i od tej pory muszę ślepo wierzyć w jego instynkt przetrwania. W czterech ścianach mieszam w wielkim kotle pracę magisterską, speech na język angielski i ćwiczenia wektorowe- łykam bezmyślnie. Świeżo wyprane niebo. Czerwona wskazówka tyka.

W końcu decyduje się na prezentację czegoś w technice tradycyjnej. Może niektórzy pamiętają post sprzed miesiąca, dziewczynę inspirowaną Dillon? Dzisiejsza praca powstała tego samego wieczoru, jest młodsza od swojej siostry może o 2 godziny, więc teoretycznie można je nazwać bliźniaczkami. (Zabrudziły ten sam słoik z wodą).



Słyszę muchę walczącą z zasłonką i próbuję wymyślić jakiś opis. Dziewczyna z balonami. Początkowo miałam zamiar posłużyć się całkowicie pewnym zdjęciem, jednak ostatecznie górę wzięła moja wyobraźnia. Nie ma w tym obrazku żadnej konkretnej symboliki- myślę, że każdy może go odczytywać jak chce, a nawet nie odczytywać wcale- bez ujmy dla niego... :)