13 marca 2016

Doctor, Clara

Długo rysowany, a w dodatku szkic. Cóż. Niekiedy się mknie, czasami czołga. Ale jeśli po drodze udaje się wykonać to, co chcemy, to jaka różnica?... Drogi niosą przecież niezliczoną ilość niespodzianek.

W trakcie rysowania uznałam, że tło zdezorganizuje mój zamysł i pozostawiłam je na poziomie szkicu. Trening podobieństwa, do którego co jakiś czas powracam, na obecny moment ogranicza się do stopniowania trudności postaci ludzkich- rury i maszynerie pewnie zostawię na później. 

https://www.youtube.com/watch?v=ZSIN3VvLCTU


Na podstawie zdjęcia: http://cdn.peter-capaldi-news.com/wp-content/uploads/2015/08/DWS9-Trailer2Pix15.jpg

22 lutego 2016

O tym, co w wodzie.

Tu można przeczytać O selkie, uznałam, że niegodziwością byłoby przekopiowanie całości, bez podania źródła. Rysując myślałam trochę o tej legendzie, trochę o ślicznej i mądrej animacji "Song of the sea", a trochę o niebieskich migdałach. (Mnóstwo kolorowych warstw. Foki. Wiatr i woda. To, co kryje się w głębinach. Głaskanie bestii. Oddychanie. Takie tam. :) )


Nie będę się rozpisywać. Miłej niebieskości. 

10 lutego 2016

Otwieram oczy, jest trochę inaczej

Stwierdziłam jakiś czas temu, nieważne kiedy, że chciałabym nauczyć się tak zwanych podstaw. Anatomii. Podobieństwa. Kształtów, brył, kresek, i tak dalej, i tak dalej. Pierwsza próba skończyła się dziwnie- efektem nie będę się chwaliła, choć mnie czegoś nauczyła (cierpliwość przede wszystkim). Poniższy rysunek do arcydzieł nie należy, jednak jestem zadowolona z faktu, że udało mi się pohamować zapędy improwizatorskie i zaufać przede wszystkim oczom a nie mózgowi, który sugerował to i owo. (Jak zwykle- pochopnie i zwodniczo). Rysunek przedstawia pannę Fionę Apple, zdjęcie (bodajże z lat 90-tych), którym się kierowałam znajdziecie Państwo pod tym linkiem: http://www.ssgmusic.com/wp-content/uploads/2012/09/Fiona-Apple-fiona-apple-279260_1024_768.jpg

Nie mogłam się powstrzymać i do rysunku dodałam jednakże coś od siebie- po bokach są fragmenty mych ulubionych piosenek jej autorstwa- jako autorka tekstów jest wyśmienita, cudowna, prawdziwa.


A niżej- sam rysunek, czysty i nieskalany fantazją. 



 Moje dalsze zamiary są dwojakie. Po pierwsze- zaszaleć z baśniami i legendami. Po drugie- zabrać się za kolejny realistyczny rysunek, dla ćwiczenia swego oka.

1 lutego 2016

Kobieta szkielet.

Działam seryjnie. Znów czytałam i znów rysuję. Inuickie opowieści, rybak, tajemniczy szkielet na dnie morza i przerażająca gonitwa z zaskakującym finałem. Dziewczynki to lubią.

MOŻNA CZYTAĆ , by poznać kontekst rysunku. Tym razem starałam się większość pracy wykonać tradycyjnie, docenić swoje narzędzia, natemperować się, zastanawiać nad każdym krokiem, i tak dalej.


Wersja kolorowa.


Wersja szkicowa, może kiedyś zechce mi się pokolorować digitalowo.


Zastanawiam się, cóż uczynię, gdy już zabraknie inspiracji- na co takiego się przerzucę. Na razie mam ochotę złożyć mały hołd Kate Nash, lecz to może później. ;)




28 stycznia 2016

O szyciu i czerwieni

Była sobie dziewczynka. Dziewczynka jest pozornie sama, wrzucona w studnię życia i tka tam swój los, aż ktoś ją wyciąga i "ratuje". Dziewczynka coś zyskuje, coś traci... Co jest błogosławieństwem a co przekleństwem? Właśnie. Link do treści, którą się zainspirowałam. 

Mam ochotę na duży format, na duży oddech, na dużo słońca. A przede wszystkim dużo snu. Ale przecież nawet te poranki, które mnie z niego okradają mogą być ładne, ze zjawami ludzi, z przemykającymi kotami, z migającymi światłami gdzieś w oddali. Może nie są to własnoręcznie uszyte poranki, ale część nici z pewnością jest moja. 


Zastanawiałam się, którą scenę wybrać, tym razem postawiłam na coś mniej ekspresyjnego. Błędem był format i technika- zgryzły się w pewnym momencie nawet dość mocno. Farby na miniaturkach- nie. (uwaga na przyszłość). 
Staram się wypracować coś, co można nazwać jednorodnym stylem- widzę, że prace różnią się od siebie. Chcę więcej. A więc pierwszy krok planu mam za sobą. 


22 stycznia 2016

O bezrękiej dziewczynie

Ciąg dalszy wyprawy w nieznane.

Było bardzo ciężko zabrać się do tego, oj, bardzo ciężko. Wręcz wszechświat mi zabronił, rzucając się na oskrzela, płuca, czy kto jeszcze wie na co. Coroczna tradycja. 

Zatem: między cytrynami i herbatą rysowałam gruszki i księżyc. Zaraz podam linka do opowieści, która wyjaśni kontekst ilustracji- ostatnio znajduję wielką przyjemność we wczytywaniu się w baśnie, które w niczym nie przypominają historii biednych, ślicznych, wyeksploatowanych  kopciuszków, śpiących królewien i innych blond dziewczynek, dla których podstawowym życiowym rozwiązaniem jest zaśnięcie na 100 lat lub zbieganie ze schodów  (tak, tak, sądzę, że mam na myśli mentalny blond). Wałęsanie się po cudzym sadzie z odciętymi rękoma wydaje się bardziej malownicze. Nie twierdząc, że do tego aspiruję. Chyba nikt nie aspiruje. 



Podstawowa wersja rysunku jest tak okropna, że o mało co nie zrezygnowałam z planu nałożenia kolejnej warstwy. Mentalnie łkając, do pierwszej warstwy rozwodnionych kredek akwarelowych dodałam akryle, po czym dołożyłam kolejną warstwę kredek akwarelowych (bez rozwadniania), by na końcowym etapie dodać więcej głębi w mym wiernym komputerze, który tak dzielnie dotrzymywał mi towarzystwa przez ten tydzień. I w sumie wtedy uznałam, że jest nawet ok.

Następnym razem...Może baśń, może nie. 

6 stycznia 2016

Mądra Wasylisa.


Myśli, myśli, myśli. Pragnienie by nigdy nie były jak jaskrawy balonik, w górze, powiewający,
oddalony, absurdalny i odcinający się ostro od nieba. I nadzieja. I malowanie. I śnieg skrzypiący pod stopami o 8:35. :) Dużo bieli a jednocześnie mnóstwo koloru. Dziwnie. 

Jest taka baśń, moim zdaniem niesamowicie czarująca i mądra. Wzięłam jej fragment i ulepiłam
obrazek. Jeśli lubicie baśnie lub po prostu lubicie czytać, lubicie smakować konstrukcje
cudzych myśli, polecam.



Czasami cieszę się, że udaje mi się zmusić do rysowania, malowania i do kończenia, tego co zaczęłam. Niesamowicie pragnęłam rzucić to po pierwszych 15 minutach. 



Kilka kolejnych etapów. 



Kilka tzn.dwa. Najgorsze zaczęło się w tym momencie, ale nie było mowy, by dać się porwać zwątpieniu ;) Był to moment na zabawę. Oraz na światło, dużo światła.



16 grudnia 2015

Ciągu dalszego nie będzie, moja droga.

"Wojna. Niektórzy twierdzili, że to powinno się zdarzać jak najrzadziej. Część, że jedynie z konieczności. Inni, że nigdy.
Jeszcze inni wzruszali ramionami, od niechcenia przeszywając na wylot swych wrogów, plądrując,
łupiąc, niszcząc i siejąc spustoszenie; ostrym ostrzem przecinając linie rodów i początkując
nowe, niekoniecznie pożądane linie.

On?
Pierwszy oddech nabrał w miejscu, które niechybnie można było nazwać wzruszeniem ramion tego
kontynentu. Drugi oddech nabrał cudem, zważając na miejsce pierwszego. Trzeci oddech rozpoczął historię...(...)"

...Która zaczyna i kończy się na tym rysunku. :p

Mam dwie wersje rysunku. Jedna dosyć niewinna. Można przyjąć, że On wywędrował ze swojej nieładnej, ponurej i krwiożerczej krainy "a Be!", oraz, że wiedziony niechybnym instynktem każdego zapalonego podróżnika o sercu dziewiczej księżniczki, trafił do miejsca pełnego spokoju i pierwotnej magii. Rysunek złapał go w momencie kontemplacji roztaczającego się przed jego oczyma obrazu. W tej rzeczywistości nie ma instagrama.


Druga wersja jest inna. Biorę pod uwagę potyczkę na maczety, zastanawiający szamański rytuał w lecie (z udziałem kóz), nieudaną kradzież amuletu, przypadkowe podpalenie, podpalenie z premedytacją, włamanie do domu uciech podczas wizyty biskupów lub ewentualnie natrafienie na deszcz krwi. W tej rzeczywistości też nie ma instagrama.



Szczerze, nie obchodzi mnie co się stanie dalej. Jestem raczej skłonna Go porzucić i skierować myśli ku innym torom i innym mini opowieściom.


13 grudnia 2015

Coraz dalej, coraz bliżej.

Pojawiło się coś na kształt inspiracji. Najchętniej zagrzebałabym się w grocie filmów i książek, błogosławiona co jakiś czas deszczem jedzenia spadającego z nieba. Nawet w jaskini platońskiej. Wszystko jedno. :)

Ciekawe kiedy będę mogła napisać, że nie narysowałam czegoś na szybko. Może wtedy, kiedy będę miała odwagę szczerze wyznać, że jestem zbyt leniwa i nieco rozedrgana, by zająć się jedną rzeczą porządnie, całkowicie, od początku do końca, na 100%. Jakiś głosik mówi jednak, że mogło być gorzej, a skoro tak, to po prostu najwyraźniej teraz jest moment w życiu na graficzne śmieciochy. Nie wierzę w to, że wszystko w życiu ma swoją przyczynę i jest dla jakiegoś powodu...I mimo, że książka, którą się zainspirowałam (o tym niżej) nie jest w gruncie rzeczy arcydziełem, lecz bardzo ładnym i wciągającym czytadełkiem, to podoba mi się idea, że wszystko jest tylko grą. W której w sumie przecież nie ma ustalonych odgórnie zasad ani instrukcji. Każdy gra po prostu sobą. Cóż, dlaczego więc miałabym sobie wmawiać, że powinnam teraz zająć się malarstwem olejnym albo performancem ulicznym? A zatem, skoro nie podpisałam umowy zabraniającej mi tworzyć śmieciochy:


Jak niektórzy mogą się domyślać- Katniss Everdeen, Igrzyska Śmierci. Szkic długopisem, ołówkiem, cienkopisem; kolory, głębia i efekty dodane w pewnym programie graficznym.  Miałam oczywiście ochotę użyć ognia z grafiki google, ale udało mi się powstrzymać- nie chciałam pójść na łatwiznę. 

Tak jak wcześniej wspomniałam, jest to szybcioch. Ale miły w realizacji. Tak samo jak maltretowanie soundtracku ze wszystkich filmów. ;)

https://www.youtube.com/watch?v=HydMrog6n40

7 grudnia 2015

Do tyłu krok.

Chwilowy zastój weny. Nic, co zaczęte, nie chce się skończyć. Planuję zacząć od nowa, kiedy nadejdzie na to dobry czas, a na chwilę obecną sięgam do września i jego zasobów.

Trochę inaczej niż zwykle- zdjęcia. Podziękowania dla uroczej modelki ;)

Oto coś, co można górnolotnie nazwać sesją (mój samokrytyczny aparat aż się zaśmiał) a następnie trochę beztroskiej zabawy z efektami, głębią i kolorystyką. :) Kilka przykładów poniżej.







Do zobaczenia za trochę.